sobota, 29 września 2018

LMF 2018

Light Move Festival 2018

W roku 2011 po raz pierwszy odbył się w Łodzi festiwal światła. Podczas tego weekendu (28 - 30.09.2018) trwa kolejna jego odsłona. W różnych miejscach miasta rozmieszczone są świetlne instalacje, projekcje, mappingi czy iluminacje podkreślające architekturę. Podczas tych trzech nocy, dzięki połączeniu światła i dźwięku, Łódź nabiera nowego wyrazu oraz wyjątkowej atmosfery.

Sto filmów na stulecie niepodległości - mapping

Mapping na budynku


Świetlna abstrakcja

Gra świateł i muzyki

Świetlny tunel

Była sobie ćma

Struny ze świateł

House of cards

niedziela, 16 września 2018

Opuścić Los Raques - Maciej Żerdziński

Pożeracz umysłów

Maciej Żerdziński - pisarz, lekarz psychiatra, grafik - nie był mi do tej pory znany i pewnie nadal by tak było, gdyby nie została mi polecona jego książka "Opuścić Los Raques" (na okładce i wewnątrz książki znajdują się ilustracje wykonane przez autora). Rekomendacja zaufanej osoby, interesująco brzmiący blurb na okładce... co tu dużo mówić, nastawiłam się na kawał porządnej fantastyki. Czy zatem powieść spełniła pokładane w niej nadzieje? Od razu powiem, że moje zdecydowanie tak. 

Wszystko rozegrało się szybko. Nieznany statek rozbił się na Ziemi. Wcześniej zdążył się z niego katapultować Obcy. Nie pożył jednak długo. Znajdujący się w pobliżu myśliwiec od razu zestrzelił go za pomocą rakiety powietrze-powietrze. I co? Już? Po sprawie? Otóż nie. To dopiero początek historii. Fragmenty wielkiego cielska Obcego spadały niczym deszcz na miasto znajdujące się na dole. Traf chciał, że całkiem spory kawałek upadł koło grupki ćpunów. Ci, niewiele myśląc, doszli do wniosku, że może on im dostarczyć kosmicznego odlotu. I tak powstała alienryna. Umysły osób, które ją zażywały produkowały na zewnątrz fantosy - obce projekcje pochłaniające rzeczywistość naszego ziemskiego świata.   

Powieść zaintrygowała mnie od pierwszych stron, wiele razy zaskakiwała, niekiedy wzbudzała dezorientację, a także sprawiała, że w mojej głowie kłębiło się sporo pytań. Czym naprawdę jest alienryna? Czy Obcy rozbił się na Ziemi przypadkowo, czy było to celowo zaplanowane zdarzenie? A jeśli tak, to przez kogo? Czy alienryna to wstępny etap inwazji, czy może już ten właściwy? Wraz z przewracaniem kolejnych kartek książki moje zaciekawienie wcale nie malało. Pojawiał się za to inny rodzaj pytań i rozmyślania natury bardziej filozoficznej.

"Opuścić Los Raques" to nie tylko opowieść o inwazji Obcych, ale też, a może przede wszystkim o ludziach i walce Dobra ze Złem. Wchodzimy do świata, w którym człowieka atakują fantosy, a potem zalewany jest wszechobecnymi reklamami, tworzącymi poszatkowaną, chaotyczną rzeczywistość z niepasujących do siebie obrazów. Nie ma prawdziwego życia, nie ma rozmów, jest tylko konsumpcja kolejnych produktów i poszukiwanie wrażeń. Ludzie pchają sobie do głowy kable, wstrzykują narkotyki i holo, bo wolą doświadczać sztucznych iluzji. Nawet małe dzieci chodzą z hełmami na głowie, ładującymi im do mózgu bajkowe wizje. Łatwiej jest uciec do nierzeczywistego świata niż próbować żyć w tym realnym. Nowy bóg, który dostarcza samych przyjemności, obiecuje wybawienie i raj na ziemi dla większości jest bardzo zachęcający. Czy warto jednak ulec jego pokusom?

Powieść ujęła mnie nie tylko oryginalnością, wyobraźnią, ale również bogatym i barwnym językiem, jakim posługuje się autor. Dużym atutem jest też kreacja postaci, takich jak np. Fritken, były pacjent szpitala psychiatrycznego, tworzący wizje na zamówienie; Ravaughan, dawniej lekarz, teraz detox; stary Speedo, schizofrenik. Żerdziński (przypomnę, z zawodu psychiatra) poświęca dużo miejsca umysłowi, ale też bardzo dobrze oddaje emocje swoich bohaterów.

"Opuścić Los Raques" nie jest książką lekką. Panuje w niej ponury nastrój, nie brakuje zwariowanych wizji, czy pomieszania między światem realnym i nierzeczywistym, w którym gubią się sami bohaterowie, a co dopiero powiedzieć o czytelniku. Jednocześnie jest to powieść wciągająca, intrygująca, o której nie zapomina się zaraz po przeczytaniu. Jest to z pewnością interesująca pozycja, z którą warto się zapoznać.

 
Tytuł: Opuścić Los Raques
Autor: Maciej Żerdziński
Wydawca: Solaris
Data wydania: 2013
Liczba stron: 342
ISBN: 978-83-7590-138-2

czwartek, 30 sierpnia 2018

Z cyklu: świat w obiektywie

Włoskie podróże 

Sierpień powoli już się z nami żegna. Szybko zleciał, prawda? Właściwie, jak się tak zastanowić, to nie dotyczy to jedynie tego jednego miesiąca. Praca, dom, ciągły pośpiech i nagle okazuje się, że większa część tego roku minęła nie wiadomo kiedy. 

Freski na Casa Mazzanti, Werona

Życie jednak to nie tylko obowiązki. Jak to mówią Włosi: życie jest po to, żeby żyć. Niby banalne, lecz nie zawsze oczywiste. Nie ucieknie się od pracy, zobowiązań, ale warto też znaleźć czas na rozluźnienie. Czyż nie robi się radośniej i cieplej na sercu, kiedy pomyśli się o minionym miesiącu i uświadomi sobie, że znalazło się czas na życie, po prostu? Tak po swojemu? Np. wybrało się do kina, przeczytało w spokoju książkę, na którą ciągle brakowało czasu, spotkało się z przyjacielem na piwie i porozmawiało serdecznie, albo zrobiło cokolwiek innego, co sprawia przyjemność, tak dla siebie. Wtedy nawet ten pędzący czas jakby mniej przeraża.


Ponte Pietra nad rzeką Adygą, Werona

Dla mnie sierpień był wyjątkowym miesiącem, ponieważ udało mi się zrealizować wieloletnie marzenie. Wybrałam się w końcu w podróż do Włoch. Zwiedziłam głównie region Wenecji Euganejskiej oraz skrawek Lombardii. 

Fragment grobowca rodu Della Scala, który rządził Weroną przez 125 lat

Pierwszym przystankiem była Werona, czyli miasto zawdzięczające swą sławę dramatowi Shakespeare'a "Romeo i Julia". Obejrzałam wszystkie charakterystyczne miejsca: dom Romea, balkon Julii, grobowiec rodu Della Scala. Podziwiałam niezwykle ozdobny Palazzo Maffeii i freski na Casa Mazzanti. Spacerując po mieście widać ślady przeszłości, które trwają mimo nacierającej zewsząd teraźniejszości.


Arena, czyli ruiny starożytnego rzymskiego amfiteatru oraz całkiem współczesna lampa, Werona

Następny etap mojej podróży obejmował niewielkie, typowo turystyczne miejscowości zlokalizowane nad jeziorem Garda: Malcesine, Bardolino oraz Sirmione. Szczególnie ciepło wspominam pierwszą z nich. Mimo sporej ilości ludzi Malcesine zachowało swój urok i czar.


 Malcesine, widok z zamku Scaligero

W Malcesine znajduje się kolejka linowa, którą można wjechać na Monte Baldo (masyw górski w Alpach Wschodnich), na wysokość 1760 m n.p.m. Na górze roztaczają się niesamowite widoki. Jest również możliwość przekąszenia czegoś, wypicia orzeźwiającego Spritza, czy też zrelaksowania się na leżaku w pięknych okolicznościach przyrody.

Widok z Monte Baldo

W czasie moich włoskich wojaży odbyłam również rejs po jeziorze Iseo (z przystankiem na uroczej wysepce Pescheria Maraglio), a także przejechałam się motorówką po jeziorze Garda. Muszę przyznać, że szczególnie ta druga przejażdżka dostarczyła mi sporo wrażeń (pan Włoch sterujący motorówką mocno się o to starał ;) ).


Szesnastowieczny zamek na wyspie Loreto nad jeziorem Iseo

Ostatnim przystankiem w tej mojej pierwszej włoskiej przygodzie była Wenecja, wypełniona turystami po same brzegi.


Cztery konie z kwadrygi na galerii bazyliki św. Marka, Wenecja

Przyznaję, że tak do końca nie poczułam klimatu tego miasta. Możliwe, że jeszcze kiedyś wrócę do Wenecji, ale już po sezonie, kiedy będzie tam spokojniej i mniej tłumnie. 

 Sznurek gondoli, Wenecja

Pierwszy raz we Włoszech za mną. Chciałabym odwiedzić też inne regiony tego kraju, zatem przede mną kolejne wyprawy :)



Budynek na Campo Sant'Angelo, Wenecja
  
Widok na pałac Dożów, plac i dzwonnicę św. Marka, Wenecja

niedziela, 1 lipca 2018

Prawdziwa planeta małp. Nowa historia człowieka - David R. Begun

Śladami małp człekokształtnych

"Prawdziwa planeta małp" opowiada historię małp człekokształtnych, aż do linii prowadzącej do człowieka. W miarę upływu lat i kolejnych odkryć okazało się, że droga ewolucji tych zwierząt, w tym również nasza, jest o wiele bardziej skomplikowana niż pierwotnie zakładano. Przekonać się o tym można podczas lektury tej właśnie książki. Autor pisze o swoich doświadczeniach na polu paleoantropologii, nowych znaleziskach, a także prezentuje własne poglądy. Jednym z nich jest teza, wedle której przodkowie ludzi nie wywodzą się z Afryki, ale z Europy.

Trzeba przyznać, że pod względem merytorycznym jest to naprawdę solidna pozycja. Dodatkowym atutem jest fakt, iż przetłumaczył ją Marcin Ryszkiewicz, a więc osoba, która zna się na temacie. Begun prezentuje dokładnie znalezione okazy, klasyfikację hominoidów (czyli wszystkich małp człekokształtnych), opisuje metody badawcze, a także wyjaśnia jak wiele naszych cech, np. struktura zębów, budowa mózgu czy wyprostowane ciało wywodzi się z biologii naszych odległych przodów. Natomiast jeśli chodzi o fascynujący sposób przekazywania wiedzy, to z tym jest już nieco gorzej. Autor niewątpliwie jest pasjonatem i kocha swoją pracę, ale nie zawsze potrafi to przekazać tak, by wciągnąć czytelnika. Momentami ogarniało mnie nieznaczne znużenie, np. podczas czytania dosyć szczegółowych analiz kości, kosteczek czy zębów. 

W ogólnym rozrachunku "Prawdziwa planeta małp" jest książką zdecydowanie wartościową, z której można dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy. Mnie osobiście uświadomiła, jak bardzo paleontologia opiera się na spekulacjach. Naukowcy potrafią opisywać nowe taksony na podstawie pojedynczych okazów, a nawet i jednego zęba. Potem okazuje się, że to jednak nie nowy gatunek, ale efekt np. dymorfizmu płciowego i całą systematykę trzeba poprawiać. Jedyna rada, jak mówi Begun, to mieć otwarty umysł, nie trzymać się kurczowo swoich przekonań, a przede wszystkim zwracać uwagę na dowody.

Życie nie stoi w miejscu, ale wciąż ewoluuje. Dopasowuje się do zmieniających się warunków środowiska, nowych wyzwań, tworzy rozwiązania, które zapewnią przetrwanie. W efekcie powstają niekiedy dziwne stworzenia, wyglądające niczym postaci z filmu fantastycznego, jak np. wymarła rodzina ssaków Chalikoteria (takie pomieszanie goryla z nieparzystokopytnym), ale dzięki tej elastyczności natury rozwinął się również gatunek Homo sapiens. Czyż to nie fascynujące?


Tytuł: Prawdziwa planeta małp. Nowa historia człowieka
Autor: David R. Begun
Tłumacz: Marcin Ryszkiewicz
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: wrzesień 2017
Liczba stron: 320
ISBN: 978-83-8123-000-1