Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 października 2023

Obcość - Antologia

Opowieści o inności

Słyszeliście o projekcie "Zapomniane sny"? Ja dowiedziałam się o nim dopiero teraz, przy okazji ukazania się kolejnego tomu z tej serii. To już piąty cykl antologii opowiadań, który dostępny jest na zasadzie charityware. E-book można pobrać za darmo, a w zamian wesprzeć finansowo konkretną organizację. Tym razem inicjatorzy konceptu proszę o wsparcie stowarzyszenia "Otwarte Klatki", działającego na rzecz poprawy losu zwierząt hodowlanych.

Piąta antologia z serii nosi tytuł "Obcość" i zawiera aż 30 krótkich opowiadań fantastycznych. Jak zapewne się domyślacie, motywem przewodnim jest szeroko pojęta obcość. Możemy przeczytać nie tylko o obcych rasach czy światach, ale też o innych kulturach, technologiach przyszłości. Bohaterowie muszą odnaleźć się w nowej dla siebie rzeczywistości, stawić czoło nieznanemu czy niezrozumiałemu. Obcym może stać się też drugi człowiek, czasem bardzo nam bliski. Teksty są bardzo zróżnicowane, zarówno pod względem podejścia do tematu, jak i stylu. Bywa mrocznie, zaskakująco, tragicznie, komicznie, a innym razem dziwacznie.

Antologię rozpoczyna Kamila Regel ze swoim tekstem "Siedem wrót ki-gal". Na początku sądziłam, że będzie to osadzona w dawnych czasach opowieść o sumeryjskich bogach. Autorka jednak mnie zaskoczyła. Dokonała zgrabnego połączenia mitycznej przeszłości z kosmiczną przyszłością.

W niniejszym zbiorze dwa razy pojawia się Szymon Szymański. Jego pierwszy tekst "Mój ulubiony czerwoniec" opowiada o tęsknocie za własną planetą, o niezrozumieniu, o poczuciu wyobcowania wynikającym z życia wśród odmiennych od nas ludzi. Z kolei w drugim opowiadaniu "Taniec w piekle" kontakt z Obcym budzi fascynację. Różnice są ewidentne, ale jednocześnie jest też pewien element łączący.

"Azyl Organizmów Naturalnych" Krzysztofa Niedzielskiego przypomniał mi świetne, tytułowe opowiadanie George'a Saundersa ze zbioru "Sielanki". Może ze względu na główny koncept swego rodzaju azylu dla pewnej grupy ludzi. W każdym razie tekst Niedzielskiego jest jednym z ciekawszych w antologii i warto się z nim zapoznać.

Jeśli lubicie twórczość Philipa K. Dicka z pewnością zauważycie, że również Peterowi Wattsowi jest ona bliska. W "Pokrewnych" mamy rozmowę Phila i pewnej Istoty, która wieki temu została stworzona przez ludzi. Tak naprawdę jest to jednostronny dialog. Słyszymy tylko odpowiedzi Istoty, dzięki którym możemy się zorientować co się wydarzyło. Pod koniec pojawia się jeszcze jeden gracz - Palmer. Tekst ponury, ale w interesujący sposób napisany. To jedna z moich ulubionych opowieści w tym zbiorze.

Do moich ulubieńców zaliczyłabym też opowiadania Natalii Klimaszewskiej. W "Już cię nie poznaję" mamy motyw tajemniczego Obcego z kosmosu, a jednocześnie aż kipi tu od ludzkiego uprzedzenia, karania tych, którzy chcą postępować inaczej. Z kolei "Ta druga" to zręcznie napisana opowieść grozy. Tym razem obcym staje się coś wyjątkowo nam bliskiego, a mianowicie fragment ciała.

"Może mam paranoję, ale co jeśli jej nie mam!" Michała Brzozowskiego jest dokładnie takie, jak zapowiedział autor w tytule swojego opowiadania. Jest wypełnione paranoją. Mamy tutaj temat tak powszechnych w dzisiejszym świecie relacji internetowych oraz wciąż rozwijającej się technologii AI. Klimatyczny tekst, bardzo dobrze się go czytało.

Mocnym akcentem są "Ludzkie odruchy" Aleksandry Paproty. Grupa ludzi żyje w szklanej kuli, która zapewnia im przetrwanie. Niby prowadzą pod nią normalne życie, ale jednocześnie dokładnie widzą, co dzieje się na zewnątrz. A uwierzcie mi, to nie są przyjemne widoki. Czy da się przeżyć i nadal żywić ludzkie emocje patrząc nieustannie na takie obrazy? Naprawdę dobry tekst.

Widzieliście film "Mucha" z Jeffem Goldblumem? Ja widziałam raz, dawno temu, w czasach mojej młodszej młodości. Mimo upływu lat cały czas pamiętam ten cały dyskomfort, te emocje, które odczuwałam w czasie jego oglądania: strach, obrzydzenie, a jednocześnie zaciekawienie, co będzie dalej. To był naprawdę pokręcony film, a przypomniałam sobie o nim przy okazji "Małej muszej zemście" Weroniki Rogolskiej. Tutaj może tak strasznie nie było, ale obrzydliwie i obleśnie już zdecydowanie tak.

"Sto lat, sto lat" Arkadiusza Pindrala to sprawnie napisana opowieść w transhumanistycznych klimatach. Autor porusza temat duszy, ale i problem kwestii prawnych dotyczących technologii przyszłości. Z kolei Paweł Zbroszczyk w tekście "Adapt" w interesujący sposób opowiada o wirusach zmieniających ludzi. 

Bardzo dobrze czytało mi się "Ten, który nie spadł z nieba" Aleksandry Bednarskiej. Bohaterką jest młoda dziewczyna, córka przybysza, niezaakceptowana przez miejscowych. Świetnie napisany tekst, pełen emocji.

Na antologię składa się bardzo duża ilość opowiadań, więc trudno wspomnieć o wszystkich. Niektóre teksty wciągają bardziej, inne mniej. Wiadomo, gusta są różne. Jednak myślę, że w tym bogactwie opowieści każdy znajdzie coś dla siebie. Zachęcam do zapoznania się z tym zbiorem. I fajnie będzie, jeśli zerkniecie też na stronę stowarzyszenia "Otwarte Klatki".

   

Tytuł: Obcość
Cykl: Zapomniane sny - tom 5 
Autorzy: Kamila Regel, Szymon Szymański, Krzysztof Niedzielski, Sylwia Finklińska, Peter Watts, Natalia Klimaszewska, Dorota Gdańska, Michał Brzozowski, Anna Tomaszewska, Aleksandra Paprota, Weronika Rogalska, Natalia Kubicius, Marcin Bartosz Łukasiewicz, Arkadiusz Pindral, Marcin Opolski, Aleksandra Rybacka, Aleksandra Woźniak-Marchewka, Daria Czyszkowska, Tymoteusz Sokołowski, Krzysztof Marciński, Katarzyna Szelenbaum, Aleksandra Bednarska, Paweł Zbroszczyk, Sylwia Wełna, Ewa Jakubowska, Bruno Dziadkiewicz, Natalia Kędra, Filip Duval
Wydawnictwo: Zapomniane Sny
Data wydania: wrzesień 2023
Liczba stron: 190
ISBN: 978-83-67546-05-8

poniedziałek, 28 czerwca 2021

Tarnowskie Góry kryminalnie - Antologia

Tarnowskie Góry w oparach zbrodni

Nigdy nie byłam w Tarnowskich Górach. Przynajmniej tak fizycznie, bowiem w wyobraźni odwiedziłam to miejsce już wiele razy. Wszystko za sprawą opowiadań i zdjęć zawartych w dwóch tomach antologii "Tarnowskie Góry fantastycznie". Teraz ponownie zwracam swe spojrzenie w stronę tego śląskiego miasta. Tym razem jednak nie w poszukiwaniu fantastycznych stworzeń czy zdarzeń, ale w pogoni za zbrodnią. Oto przed wami "Tarnowskie Góry kryminalnie"!

Tak jak i w poprzednich tomach, tak i w tym autorzy do tematu przewodniego podeszli w bardzo różnorodny sposób. Znajdzie się tu klasyczne opowieści kryminalne, ale pojawia się również sporo elementów fantastycznych. Bywa zabawnie, tajemniczo i mrocznie. Jedne historie wciągają bardziej, inne mniej, ale w zasadzie można powiedzieć, że wszystkie czyta się naprawdę dobrze. Generalnie warsztat autorów jest przyzwoity, jak nie bardzo dobry, co z pewnością wpływa na pozytywny odbiór całego zbioru.

"Tarnowskie Góry kryminalnie" otwiera stara, dobra klasyka gatunku. "Zbrodnia doskonała" Bożeny Mazalik to jedno z zabawniejszych oraz przyjemniejszych opowiadań w tym zbiorze. Jest tu i sympatyczna bohaterka, jak i ciekawie opowiedziana historia. Dobry początek. W "Srebrnych szponach chciwości" Rafała Dębskiego mamy już zupełnie inne klimaty. Tym razem dostajemy kryminał z silnymi akcentami fantasy. Kat posiadający pewne nietypowe umiejętności mierzy się z zagadką zaginionego srebra. Może i nie jest to opowieść trafiająca w moje gusta czytelnicze, ale muszę przyznać, że jest solidna napisana i dobrze mi się ją czytało. Dariusz Barczewski i Kazimierz Kyrcz Jr ze swoją "Aferą z deszczem w tle" dostarczyli mi naprawdę przedniej rozrywki. To świetnie napisane opowiadanie detektywistyczne, w którym nie brak ironii oraz czarnego humoru.  

Dawid Kain w "Gwoździach" funduje nam mroczny thriller z psychopatą na pierwszym planie. Dużą rolę odgrywa tu wspaniale wykreowany nastrój, dzięki któremu opowieść wciąga. Przy "Dziewczynie" Roberta Ziębińskiego możemy odpocząć po wcześniejszych cięższych klimatach. Sympatyczny bohater musi stawić czoło miejscowym gangsterom, a wszystko, jak to zwykle bywa, przez kobietę. Bardzo dobrze napisane, lekkie i przyjemne opowiadanie. Jedno z moich ulubionych w niniejszym tomie. Dalej mamy "Chmarę" Piotra Rogoży. Tym razem celem zbrodni stają się modni obecnie youtuberzy, vlogerzy i inni influencerzy. Dobry tekst, choć może niespecjalnie w moim typie.

Agnieszka Chodkowska daje nam kryminał w pełnej krasie. W "Hotelu na skraju miasta" mamy świetnie poprowadzoną akcję, bohatera wzbudzającego sympatię i wciągającą historię. Jest wszystko, co potrzeba. Bardzo mi się podobało. Dla odmiany Arkady Saulski w "Srebrnej Górze" zabiera nas w przyszłość. Muszę przyznać, że to jedyny tekst w tym zbiorze, który tak ciężko mi się czytało. Zupełnie nie moje klimaty, zarówno pod względem fabularnym, jak i stylu pisarskiego. Wytchnieniem było dla mnie kolejne opowiadanie, a mianowicie "Wieczór kawalerski" Iwony Banach. Lekka, z akcentami humorystycznymi, dobrze napisana historyjka.

"Rozmyta zbrodnia" Piotra Górskiego to kryminał w klimatach cyberpunkowych. Jeden z lepszych tekstów w niniejszym tomie, przemyślany i bardzo zgrabnie napisany. Dalej mamy "Dociekania leminga. Pamiętnik znaleziony w wannie". Jacek Sobota przedstawia historię śledztwa prowadzonego przez emerytowanego policjanta, dorabiającego sobie jako prywatny detektyw. Zaczyna się niepozornie, ale im dalej, tym atmosfera robi się gęstsza i coraz bardziej niesamowita. Rewelacyjne opowiadanie, wciągające i intrygujące. Na koniec Andrzej W. Sawicki w "Doktorze Plagi" zabiera nas w przeszłość. Cofamy się w czasie do XVIII wieku, by rozwikłać zagadkę medyczną. Dostajemy doskonale wykreowany świat, postaci oraz wciągającą narrację, czegóż chcieć więcej.

A jakie są moje trzy ulubione opowiadania? Prawdę mówiąc ciężko mi się zdecydować, żeby wskazać tylko trzy konkretne tytuły. Może nie wszystkie historie trzymają się ściśle kryminalnego tematu przewodniego, ale to zupełnie nie przeszkadza. To naprawdę solidny, urozmaicony i wart przeczytania zbiór. Serdecznie zachęcam was byście się z nim zapoznali. Przekonacie się, że Tarnowskie Góry niejedno mają oblicze. 

   

Tytuł: Tarnowskie Góry kryminalnie 
Autorzy: Bożena Mazalik, Rafał Dębski, Dariusz Barczewski & Kazimierz Kyrcz Jr, Dawid Kain, Robert Ziębiński, Piotr Rogoża, Agnieszka Chodkowska, Arkady Saulski, Iwona Banach, Piotr Górski, Jacek Sobota, Andrzej W. Sawicki
Zdjęcia: Łukasz Kowalski 
Wydawnictwo: Almaz
Data wydania: marzec 2021
Liczba stron: 388
ISBN: 978-83-937336-8-2

wtorek, 27 października 2020

Tarnowskie Góry fantastycznie 2 - Antologia

Drugie spotkanie z Tarnowskimi Górami

Zaledwie rok temu, choć mam wrażenie jakby to było w zupełnie innym świecie, na rynku pojawiła się antologia "Tarnowskie Góry fantastycznie", będąca wyrazem fascynacji tytułowym miastem. Jedenastu pisarzy zabrało mnie w podróż do Tarnowskich Gór, ukazując mi jego niecodzienne, czasem wręcz magiczne oblicze. Do dziś pamiętam krwiożerczego chomika, mężczyznę, który zmienił się w kota, zawirowania czasowe, pracownika ratusza i jego moc "znikania" czy biedną rodzinę, której życie odmienia anioł i srebrne monety. To był naprawdę interesujący zbiór opowiadań. We wrześniu 2020 pojawił się drugi tom powyższej antologii. Po raz kolejny miałam okazję przenieść się oczami wyobraźni do Tarnowskich Gór. Czy było to równie udane i niezapomniane spotkanie?

W pierwszym tomie w większości przypadków nawiązania do Tarnowskich Gór były subtelne. Miasto pełniło głównie rolę miejsca akcji. Podobnie jest też w drugiej odsłonie antologii, choć są również opowiadania inspirowane historią Tarnowskich Gór, jak chociażby "Srebro" Marty Kładź-Kocot. Znajdzie się również historię opowiedzianą po śląsku. Muszę powiedzieć, że czytanie "Podciepanego" Marcina Melona było dla mnie, nie-Ślązaczki, sporym wyzwaniem. Natomiast jeśli chodzi o zakres gatunkowy, to jest on naprawdę szeroki. Są tu teksty fantasy, sf, opowieści obyczajowe i takie z dreszczykiem. Jest przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość. Do wyboru, do koloru. Każdy znajdzie coś dla siebie. 

Moje serce podbił tekst "LOS Tarnowskie Góry" Anny Hrycyszyn. To przygodowa opowieść o smoczym jaju, napisana z niesamowitą swobodą, humorem oraz pomysłem. Historia wciąga od samego początku i utrzymuje zainteresowanie czytelnika aż do końca. Z prawdziwym żalem pożegnałam się z jej bohaterami. Niezwykle sympatyczne i pozytywne opowiadanie, coś tak na przekór obecnym czasom. Naprawdę dobrze się przy nim bawiłam i odpoczęłam po nieco cięższych nastrojach wcześniejszych opowiadań.

No właśnie, nastrój... Większość opowiadań jest dobrze napisana i całkiem interesująca. Jednak pewnym zarzutem z mojej strony może być poziom ponurości niniejszej antologii. W moim odczuciu spora część tekstów oscyluje w dosyć przygnębiających i mrocznych klimatach. Kiedy dookoła jest teraz tak, jak jest, to człowiek chętnie przeczytałby coś mającego w sobie więcej światła. Przynajmniej takie jest moje subiektywne odczucie. Wydaje mi się, że pierwszy tom pod względem natężenia emocji ciemniejszych i jaśniejszych był nieco bardziej zrównoważony.

Jak już wspomniałam, mój osobisty numer jeden to "LOT...", ten tekst na pewno zostanie w mej pamięci na dłużej (po cichu przyznam się, że ta smocza historia pojawiła się potem też w moim śnie). A co z numerem dwa i trzy? W przypadku pierwszego tomu wybór był dla mnie bardziej oczywisty. Przyznam, że teraz trudno mi się zdecydować na dalsze stopniowanie. Wybrać teksty wyraźniejsze od innych, te które bardziej by mną zawładnęły niż inne. Paweł Matuszek w swoim tekście "Ku światłu śniące się życie" ciekawie poprowadził historię o niespodziewanym spadku. "Królowa Dramy" Aleksandry Zielińskiej przygniata zawartym w opowieści ładunkiem emocjonalnym. W "Sprzedawcach aniołów" Michał Cetnarowski przenosi nas w przyszłość, w której mamy interesujące rozważania nad androidami - nad ich pozycją w świecie oraz nad ich prawami. Jakub Bielawski swoimi "Drzewami" wzbudził we mnie nieprzyjemne ciarki. Mogłabym jeszcze dalej wymieniać, ale po co? Nie ma to większego sensu. Nie potrafię wybrać pełnego podium. Najlepiej będzie jak sami przeczytacie antologię i wybierzecie swoją najlepszą trójkę, do czego Was gorąco zachęcam.


Tytuł: Tarnowskie Góry fantastycznie 2 
Autorzy: Agnieszka Hałas, Michał Studniarek, Paweł Matuszek, Bernadeta Prandzioch, Grzegorz Janusz, Jakub Bielawski, Tadeusz Oszubski, Marta Kładź-Kocot, Marcin Melon, Romuald Pawlak, Michał Cetnarowski, Aleksandra Zielińska, Sławomir Nieściur, Anna Hrycyszyn 
Wydawnictwo: Almaz
Data wydania: wrzesień 2020
Liczba stron: 396
ISBN: 978-83-937336-4-4

niedziela, 6 października 2019

Tarnowskie Góry fantastycznie - Antologia

Miasto z nietypowej perspektywy

Na początku września tego roku odbyła się kolejna odsłona imprezy kulturalno-historycznej "Gwarki Tarnogórskie". Na niej właśnie swoją premierę miała antologia "Tarnowskie Góry fantastycznie". Jak się domyślacie jej motywem przewodnim są Tarnowskie Góry, ale takie niecodzienne, ukazane z zupełnie innej strony. Tej bardziej niezwykłej, tajemniczej, magicznej. 

Nie ma antologii idealnych (a przynajmniej ja na taką jeszcze nie trafiłam), w których wszystkie teksty byłyby na tym samym, wysokim poziomie. Zawsze trafiają się opowieści gorsze i lepsze. Mimo tego lubię sięgać po tego typu zbiory. Dają one niepowtarzalną okazję do spotkania z twórczością różnorodnych osobowości, stylów i wyobraźni. Pokazują w jak odmienny, nieraz zaskakujący sposób autorzy interpretują dany temat. Można zobaczyć, jak w krótszej formie czuje się nasz ulubiony pisarz, albo odkryć jakieś nowe dla nas nazwisko, którego opowiadanie zachęci nas do zapoznania się z jego innymi utworami. Także i tutaj znalazłam coś dla siebie. Historie, które mnie zadziwiły, poruszyły czy po prostu, przy których miło spędziłam czas.

W "Tarnowskich Górach fantastycznie" mamy jedenaście opowiadań, krótszych i dłuższych. Bardzo interesującym urozmaiceniem jest umieszczenie czarno-białych zdjęć Tarnowskich Gór autorstwa Krzysztofa Millera. Dodają one niezwykłego klimatu, niekiedy są idealnym uzupełnieniem opowieści (jak np. w przypadku "Znikacza" Pawła Majki), a także pozwalają poznać nieco miasto. Zaletą wydania jest również czcionka, której wielkość pozwala na przyjemne czytanie, bez męczenia oczu. 

Wśród jedenastu autorów znalazła się tylko jedna kobieta - Aleksandra Janusz. "W poszukiwaniu zaginionego czasu" jest jednym z tekstów, który zostaje dłużej w pamięci. Napisany lekko, dynamicznie, pokazuje, że z czasem nie ma żartów. Przyjemnie czyta się również opowieść rozpoczynającą antologię, czyli wspomnianego wcześniej "Znikacza" Pawła Majki. Autor opowiada o Łukaszu, który potrafi wpływać na otaczające go budynki i ludzi. W znacznie cięższych klimatach jest opowiadanie Wojciecha Guni "Płyną", w którym rozpada się świat młodego chłopca. Jeśli zaś miałabym wskazać trzy najlepsze według mnie teksty, takie, które najbardziej do mnie przemówiły i zachwyciły, to byłyby to opowiadania (kolejność przypadkowa) Łukasza Orbitowskiego "Srebro głupców", Istvana Vizvary "Sklepik ze zwierzętami" oraz Radka Raka "Pełnia Światła".  

Łukasz Orbitowski snuje opowieść o tej codziennej, szarej rzeczywistości, która okazuje się jednak nie tak całkiem pozbawiona niezwykłości. "Srebro głupców" to bardzo sprawnie napisana historia pewnej rodziny, na której losy duży wpływ miały anioły i srebrne monety. Tekst wciąga oraz pokazuje, że autor jest uważnym obserwatorem ludzkiej natury. Mamy tu zawiść, zazdrość, głupotę, cwaniactwo, biedę, a jednocześnie wyczuwa się też ciepło i siłę, której źródłem są najbliżsi. Dzięki nim, nawet jeśli są braki, to i tak żyje się dobrze.

"Pełnia Światła" opowiada o Grzegorzu, który pewnego ranka budzi się i odkrywa, iż przemienił się w kota. Radek Rak potrafi wspaniale operować słowami, tworząc z nich niezwykle plastyczne, malownicze obrazy. Jego opowieść była dla mnie niczym pięknie napisana baśń wypełniona melancholią, samotnością, a jednocześnie zmysłowością oraz szczyptą humoru. 

"Sklepik ze zwierzętami" to zajmująca opowieść o krwiożerczym chomiku. Jest to zdecydowanie najbardziej zwariowane opowiadanie w tym zbiorze. Istvan Vizvary udowadnia nie tylko, że ma niesamowitą wyobraźnię, ale też, że świetnie radzi sobie z językiem polskim, dzięki czemu ten tekst czyta się z prawdziwą przyjemnością. Co ciekawe, wraz z przewracaniem stron dochodzi się do wniosku, że to nie jest tylko jakaś fantastyczna historia dziwacznego zwierzaka, ale również opowiadanie z wątkiem romantycznym, w którym jest miejsce na zastanowienie się nad definicją miłości.

Nigdy nie byłam w Tarnowskich Górach i nie wiem, czy kiedyś tam trafię. Wiem za to jedno. Teraz, po przeczytaniu tej antologii i obejrzeniu zawartych w niej zdjęć, to miasto już zawsze będzie mi się kojarzyło z atmosferą pewnej tajemniczości i nierealności. Zachęcam i Was do sięgnięcia po "Tarnowskie Góry fantastycznie". Pozwólcie autorom odciągnąć Was choć na chwilę od tej szarej codzienności. Dajcie się ponieść ich fantazji i wkroczcie do świata, w którym wszystko jest możliwe.


Tytuł: Tarnowskie Góry fantastycznie
Autorzy: Paweł Majka, Jan Maszczyszyn, Wojciech Gunia, Robert J. Szmidt, Aleksandra Janusz, Rafał W. Orkan, Andrzej Kozakowski, Radek Rak, Tomasz Bochiński, Istvan Vizvary, Łukasz Orbitowski
Wydawnictwo: Almaz
Data wydania: wrzesień 2019
Liczba stron: 326
ISBN: 978-83-937336-0-6

środa, 31 lipca 2019

Hiob. Komedia sprawiedliwości - Robert A. Heinlein

Pytanie o sens cierpienia

Recenzja powstała przy współpracy z Szortalem.

Niedawno wydawnictwo Rebis wystartowało z nową serią „Wehikuł czasu”. Jedną z pierwszych książek, która ukazała się w jej ramach, były „Kwiaty dla Algernona” Daniela Keyesa. Miałam okazję ją przeczytać i z całego serca polecam. Jest pełna emocji, skłaniająca do myślenia, poruszająca i znakomicie napisana (doskonale ukazana ewolucja języka). Muszę przyznać, że po takim świetnym początku z lekką obawą sięgnęłam po najnowszą powieść z tej serii. Choć „Kwiaty…” pozostały moim faworytem, to jednak „Hiob. Komedia sprawiedliwości” nie przyniósł rozczarowania.


Zwyczajowo powinnam zacząć od wprowadzenia do fabuły, jednak w tym przypadku nie ma to specjalnie sensu. Każdy zna historię biblijnego Hioba, więc biorąc książkę do ręki, można domyślić się, o co ogólnie w niej chodzi. Nowy Hiob, Alexander Hergensheimer staje się ofiarą zakładu między Bogiem a Szatanem. Jego życie w jednej chwili zostaje wywrócone do góry nogami. Traci wszystko – majątek, nazwisko, a z upływem czasu jest jeszcze gorzej. Jak widzicie, inny czas, inna rzeczywistość, ale historia ta sama.


Opowieść Alexandra brzmi bardziej swojsko, nie tylko ze względu na język i bliższy nam czas akcji, ale i wprowadzenie elementów znanych z książek fantastycznych. Z kolei wciąż zmieniające się okoliczności przyrody oraz sytuacje, z którymi musi zmierzyć się główny bohater, przywodzą na myśl powieść przygodową (choć raczej przygodę z tych tragicznych, jeśli spojrzeć z perspektywy Alexa). Jeśli dołoży się do tego akcenty żartobliwe, a nawet satyryczne, szczyptę surrealizmu oraz ironii, to można odnieść wrażenie, iż ma się do czynienia z pozycją lekką, która umili jeden czy dwa wieczory. To nie do końca prawda. Owszem, „Hioba” czyta się szybko, potrafi zaciekawić, wciągnąć (jedynie gdzieś w połowie można poczuć nieco znużenia tymi ciągłymi zmianami; szczęśliwie jest to chwilowe i akcja szybko nabiera rumieńców, aż do zaskakującego finału). Nie można jednak zapominać, że tematem przewodnim jest religia, podejście człowieka do wiary, a to często bywa kwestią drażliwą.


Próba Hioba jest takim sposobem na poradzenie sobie ze spadającymi na człowieka nieszczęściami. Wiecie, żyjecie sobie spokojnie, nikomu nie wadzicie, krzywdy nie robicie, a tu nagle ciach! Wszystko wali wam się na głowę, tracicie pracę, w domu wieczne awantury, dopada was śmiertelna choroba, albo, na przykład, patrzycie, jak w wielkim bólu odchodzi bliska osoba i nic nie możecie na to poradzić. Jaki jest sens cierpienia? Czym sobie na to zasłużyliście? Dlaczego akurat was to spotkało? Nie ma na to odpowiedzi, ale może jakieś pocieszenie przyniesie religia. Może to Bóg tak was doświadcza? Sprawdza waszą wiarę, to czy będziecie przy nim trwali także w tych złych chwilach, a nie tylko szczęśliwych? Tutaj może pojawić się pytanie: „Czy Boga, który zsyła niedolę na niewinną osobę, można nazwać dobrym i sprawiedliwym”? Wydaje się, że odpowiedź autora brzmi „nie”. W końcu nie napisałby przecież takiej prześmiewczej książki, jaką jest „Hiob”. Heinlein krytykuje w niej ideę ślepej wiary, biernego pogodzenia się z losem oraz przeświadczenie, że poza nami jest ktoś inny, kto kieruje naszym życiem. Czy autor całkowicie potępia wiarę i religię? Nie wydaje mi się. Mam wrażenie, że dobrze pasuje tu cytat z „Piramid” Terry’ego Pratchetta: „(...) religia, choć to piękna rzecz, może doprowadzić za daleko” (Prószyński, 2001, str. 34). Może zatem lepiej porzucić ślepą wiarę na rzecz przemyśleń i bardziej trzeźwego spojrzenia na tę kwestię.


Jak wspomniałam często zmieniają się tu okoliczności, miejsca, w których znajduje się główny bohater, jednak autor nie poświęca ich opisom zbyt dużo słów. Bardziej skupia się na postaci Alexandra, jego myślach, reakcjach, uczuciach. Pewnie dlatego książka tak bardzo kojarzy mi się z teatrem. Niejednokrotnie w czasie czytania miałam wrażenie, że siedzę na widowni i patrzę na scenę, gdzie Alex wypowiada pełen emocji monolog albo nieco pompatycznym tonem próbuje nawrócić swą ukochaną czy innych napotkanych ludzi. Choć pewnie jakiś pełen wyobraźni reżyser mógłby z tego zrobić też całkiem widowiskowy film. Na razie nie ma ani filmu, ani sztuki teatralnej, więc pozostaje sięgnąć po książkę. Według mnie naprawdę warto. Może okaże się ona dla was jedynie rozrywką, a może skłoni do głębszych przemyśleń. Kto wie.


Tytuł: Hiob. Komedia Sprawiedliwości
Tytuł oryginalny: Job: A Comedy of Justice
Autor: Robert A. Heinlein
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Wydawnictwo: Rebis
Seria: Wehikuł czasu
Data wydania: czerwiec 2019
Liczba stron: 456
ISBN: 978-83-8062-223-4

poniedziałek, 27 maja 2019

Kwiaty dla Algernona - Daniel Keys

W głowie Charliego Gordona

W kwietniu tego roku wydawnictwo Rebis wystartowało z nową serią "Wehikuł czasu". W jej ramach mają ukazywać się nagradzane, lubiane oraz najbardziej znaczące powieści fantastycznonaukowe. Serię rozpoczęły dwa tytuły: "Koniec dzieciństwa" Artura C. Clarke'a oraz "Kwiaty dla Algernona" Daniela Keysa. Jak na razie przeczytałam tę drugą pozycję i muszę przyznać, że była to niezapomniana lektura. 

Książka opowiada historię trzydziestodwuletniego, upośledzonego umysłowo Charliego Gordona, który poddaje się eksperymentowi mającemu na celu podniesienie poziomu jego inteligencji. Powieść została napisana w formie dziennika, w którym główny bohater spisuje swoje przeżycia, doświadczenia, pojawiające się wspomnienia. Dzięki temu można obserwować jego stopniową zmianę, a przede wszystkim poznać jego myśli i uczucia. 

Zapiski Charliego są jednocześnie fascynujące i poruszające. Fascynująca jest obserwacja jego stopniowego rozwoju, rosnącej inteligencji i samoświadomości. Doskonale widać ją w zmianie stylu pisania, ortografii, gramatyce (brawa dla tłumacza!) oraz w jakości przelewanych na papier treści. Jednak rozwój ten ma też swoje ciemne strony. Wraz ze wzrostem zdolności umysłowych wracają wspomnienia i to często bolesne. Bohater musi stawić czoła swoim uczuciom, które nie nadążają za postępem intelektualnym, zrozumieć je i spróbować dojść do ładu z samym sobą. Jego przemyślenia, przykre doświadczenia, odkrywanie prawdy o bliskich mu ludziach są przekazane w tak empatyczny, obrazowy sposób, że podczas czytania nie sposób nie ulec emocjom.  

W powieści przewija się temat samotności. Charlie, zarówno w postaci upośledzonej, jak i inteligentnej, pragnął towarzystwa ludzi, ich akceptacji i przyjaźni. W wersji inteligentnej ludzie za nim nie przepadali, ponieważ przewyższał ich wiedzą oraz przenikliwością przez co czuli się przy nim gorsi. W wersji upośledzonej ci, którzy nazywali siebie jego przyjaciółmi, tak naprawdę traktowali go jako obiekt do żartów i polepszania sobie samopoczucia. Mimo wszystko w tej swojej pierwotnej postaci był szczęśliwszy. Śmiał się wraz z nimi, bo nie był świadomy, że to jego ułomność jest źródłem ich radości. Z pewnością coś w tym jest - czasem niewiedza, nieświadomość pewnych rzeczy sprawia, że żyje się łatwiej, szczęśliwiej.

Jak można przeczytać w książce "inteligencja to jeden z największych ludzkich darów".  Po przemianie Charlie chłonie wszelką wiedzę i sprawia mu to autentyczną przyjemność. Jednak inteligencja to nie wszystko. Gdy nie ma uczuć, miłości, empatii, normalnych kontaktów międzyludzkich, to człowiek jest ułomny: "inteligencja bez zdolności dawania i brania uczuć prowadzi do umysłowego i emocjonalnego załamania". Jeśli człowiek skupia się jedynie na umyśle, to pozbawia się bardzo ważnej części życia. Nie dotyczy to tylko codzienności. Autor krytykuje naukowców, którzy traktują ludzi przedmiotowo, jak obiekt badań, zamiast widzieć w nich człowieka. 

"Kwiaty dla Algernona" to książka napisana inteligentnie i poruszająco. Świat Charliego pochłania, zmusza do myślenia, a przede wszystkim nie pozwala przejść wobec niego obojętnie. Jeszcze długo po przeczytaniu moje myśli krążyły wokół tej powieści. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć, do czego Was gorąco zachęcam.


Tytuł: Kwiaty dla Algernona
Tytuł oryginału: Flowers for Algernon
Autor: Daniel Keys
Tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski
Seria: Wehikuł czasu
Wydawca: Rebis
Data wydania: kwiecień 2019
Liczba stron: 304
ISBN: 978-83-8062-222-7

niedziela, 13 stycznia 2019

Ciemna strona księżyca - Grzegorz Gajek

W obliczu niewytłumaczalnego

Pod koniec roku 2017 z inicjatywy Krzysztofa "Korsarza" Bilińskiego powstało Wydawnictwo IX. Jak widzicie jest to młoda firma wydawnicza, ale pełna zapału i energii do szerzenia literatury nieznanej lub zapomnianej. Do tej pory nakładem wydawnictwa ukazały się niepublikowane wcześniej opowiadania H.P. Lovecrafta (m.in. jego utwory humorystyczne), powieść science fiction z roku 1871 "Nadchodząca rasa" oraz dwie wznowione książki polskich autorów. Jedna z nich to "Oczy pełne szumu" - debiutancka powieść Dawida Kaina, która pierwotnie ukazała się pod tytułem "Prawy, lewy, złamany". Druga natomiast to również debiut, ale Grzegorza Gajka i właśnie o jego książce chciałabym Wam dziś trochę opowiedzieć.

"Ciemna strona księżyca" zabiera nas w kosmos, a dokładniej do Empireum - ostatniej planety układu o tej samej nazwie. Stanowi ona bogate źródło gazów paliwowych, jednak ich wydobycie przysparza ludziom sporo kłopotów. Jest to olbrzymia planeta o silnym polu magnetycznym, wokół której obserwuje się niezwykłe erupcje promieniowania. W efekcie, kiedy statek znajdzie się w jej otoczeniu, w tzw. "Strefie Ciszy", przestaje działać elektronika, a ludzie doznają cudownych wizji, tracą pamięć, albo następuje rozpad ich osobowości. Te wydarzenia zaczynają wzbudzać coraz większą panikę, gdy do Strefy Ciszy zaczyna zbliżać się stacja przeładunkowa "Limes", orbitująca wokół księżyca Empireum. Postanowiono zatem wysłać paru specjalistów, by rozgryźli tajemnicę niezwykłego wpływu planety.

Skład ekipy badawczej jest dosyć barwny. Jest oczywiście naukowiec - Brena Tiers oraz żołnierz - pułkownik Kris Kord z wywiadu floty. Nie dziwi też obecność inkwizytora Iuliusa Decymbera, bo skąd te cudowne objawienia, ale i szaleństwa, które przytrafiają się ludziom? Czy to efekt boskiej interwencji czy piekielnego opętania? Natomiast zaskakujący jest udział w ekspedycji poety, Ionasa Atawafisa. W jaki sposób może on pomóc w wyjaśnieniu zagadki? Prawdę mówiąc nie zawsze potrafiłam zrozumieć postępowanie bohaterów, motywy, które nimi kierowały. Wszystko dlatego, że informacje o nich, o ich przeszłości są raczej skromne. Dopiero po przeczytaniu opowiadań dołączonych do powieści, wiele spraw stało się dla mnie jaśniejszych. To właśnie one pozwoliły lepiej poznać i zrozumieć członków grupy wysłanej do zbadania Empireum.

W czasie lektury powieści nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż autor inspirował się Lemem. Warto podkreślić, że "Ciemna strona księżyca" nie jest jednak kopią "Solarisa". To coś zupełnie innego. Tutaj nacisk położony jest na religię i mistycyzm. Nauka przestaje się liczyć, kiedy otacza nas ciemność i pustka. Zostajemy wtedy sami ze sobą. Musimy zmierzyć się ze swoimi lękami, wątpliwościami, strachem. Nasza wyobraźnia może tylko pogorszyć sytuację. Zmysły zawodzą, a mózg płata nam figla, przywołując obrazy, których realności czy nierealności nie jesteśmy pewni. Kontakt z nieznanym, niewytłumaczalnym to niczym spotkanie z czymś od nas silniejszym, boskim, można by rzec. Nie ma wtedy znaczenia, że rozwinęliśmy technologię, zdobyliśmy kosmos. Zostajemy zrzuceni z piedestału, nie jesteśmy już panami wszechświata, nie mamy władzy nad otaczającą nas rzeczywistością. Stajemy się na powrót nieporadni, błądząc w mrocznych zakamarkach własnych umysłów oraz emocji. I albo ponosimy porażkę i popadamy w szaleństwo, albo doznajemy objawienia. 

Jak widać, "Ciemna strona księżyca" to powieść o ludziach, ich psychice, emocjach, a także o mistycznych doświadczeniach, które wydają się być częścią naszej natury. Chociażby kontemplacja piękna przyrody - czyż nie jest w jakimś sensie mistycznym doświadczeniem? Muszę też jednak przyznać, że po skończeniu czytania miałam nieco mieszane uczucia. Nie jest idealnie pod względem warsztatowym. Były momenty, w których bohaterowie byli dla mnie nierozróżnialni. Niekiedy brakowało mi jakiejś płynności w przechodzeniu od jednej sceny do drugiej. Za to dobrze oddany jest nastrój strachu, klaustrofobiczności i szaleństwa. Dużo też dały opowiadania, bez nich powieść pozostawia pewien niedosyt. W każdym razie jak na debiut jest naprawdę nieźle. To zdecydowanie interesująca książka. 


Tytuł: Ciemna strona księżyca
Autor: Grzegorz Gajek
Wydawca: IX
Data wydania: 2018
Liczba stron: 376
ISBN: 978-83-950610-1-1

niedziela, 16 września 2018

Opuścić Los Raques - Maciej Żerdziński

Pożeracz umysłów

Maciej Żerdziński - pisarz, lekarz psychiatra, grafik - nie był mi do tej pory znany i pewnie nadal by tak było, gdyby nie została mi polecona jego książka "Opuścić Los Raques" (na okładce i wewnątrz książki znajdują się ilustracje wykonane przez autora). Rekomendacja zaufanej osoby, interesująco brzmiący blurb na okładce... co tu dużo mówić, nastawiłam się na kawał porządnej fantastyki. Czy zatem powieść spełniła pokładane w niej nadzieje? Od razu powiem, że moje zdecydowanie tak. 

Wszystko rozegrało się szybko. Nieznany statek rozbił się na Ziemi. Wcześniej zdążył się z niego katapultować Obcy. Nie pożył jednak długo. Znajdujący się w pobliżu myśliwiec od razu zestrzelił go za pomocą rakiety powietrze-powietrze. I co? Już? Po sprawie? Otóż nie. To dopiero początek historii. Fragmenty wielkiego cielska Obcego spadały niczym deszcz na miasto znajdujące się na dole. Traf chciał, że całkiem spory kawałek upadł koło grupki ćpunów. Ci, niewiele myśląc, doszli do wniosku, że może on im dostarczyć kosmicznego odlotu. I tak powstała alienryna. Umysły osób, które ją zażywały produkowały na zewnątrz fantosy - obce projekcje pochłaniające rzeczywistość naszego ziemskiego świata.   

Powieść zaintrygowała mnie od pierwszych stron, wiele razy zaskakiwała, niekiedy wzbudzała dezorientację, a także sprawiała, że w mojej głowie kłębiło się sporo pytań. Czym naprawdę jest alienryna? Czy Obcy rozbił się na Ziemi przypadkowo, czy było to celowo zaplanowane zdarzenie? A jeśli tak, to przez kogo? Czy alienryna to wstępny etap inwazji, czy może już ten właściwy? Wraz z przewracaniem kolejnych kartek książki moje zaciekawienie wcale nie malało. Pojawiał się za to inny rodzaj pytań i rozmyślania natury bardziej filozoficznej.

"Opuścić Los Raques" to nie tylko opowieść o inwazji Obcych, ale też, a może przede wszystkim o ludziach i walce Dobra ze Złem. Wchodzimy do świata, w którym człowieka atakują fantosy, a potem zalewany jest wszechobecnymi reklamami, tworzącymi poszatkowaną, chaotyczną rzeczywistość z niepasujących do siebie obrazów. Nie ma prawdziwego życia, nie ma rozmów, jest tylko konsumpcja kolejnych produktów i poszukiwanie wrażeń. Ludzie pchają sobie do głowy kable, wstrzykują narkotyki i holo, bo wolą doświadczać sztucznych iluzji. Nawet małe dzieci chodzą z hełmami na głowie, ładującymi im do mózgu bajkowe wizje. Łatwiej jest uciec do nierzeczywistego świata niż próbować żyć w tym realnym. Nowy bóg, który dostarcza samych przyjemności, obiecuje wybawienie i raj na ziemi dla większości jest bardzo zachęcający. Czy warto jednak ulec jego pokusom?

Powieść ujęła mnie nie tylko oryginalnością, wyobraźnią, ale również bogatym i barwnym językiem, jakim posługuje się autor. Dużym atutem jest też kreacja postaci, takich jak np. Fritken, były pacjent szpitala psychiatrycznego, tworzący wizje na zamówienie; Ravaughan, dawniej lekarz, teraz detox; stary Speedo, schizofrenik. Żerdziński (przypomnę, z zawodu psychiatra) poświęca dużo miejsca umysłowi, ale też bardzo dobrze oddaje emocje swoich bohaterów.

"Opuścić Los Raques" nie jest książką lekką. Panuje w niej ponury nastrój, nie brakuje zwariowanych wizji, czy pomieszania między światem realnym i nierzeczywistym, w którym gubią się sami bohaterowie, a co dopiero powiedzieć o czytelniku. Jednocześnie jest to powieść wciągająca, intrygująca, o której nie zapomina się zaraz po przeczytaniu. Jest to z pewnością interesująca pozycja, z którą warto się zapoznać.

 
Tytuł: Opuścić Los Raques
Autor: Maciej Żerdziński
Wydawca: Solaris
Data wydania: 2013
Liczba stron: 342
ISBN: 978-83-7590-138-2

niedziela, 6 maja 2018

Wojny przestrzeni - Paweł Majka

Wróżdy ciąg dalszy

Parę ostatnich dni spowolnienia w codziennym rytmie życia pozwoliło mi nadrobić nieco zaległości w lekturze. Tym razem wzięłam na tapetę kontynuację debiutanckiej powieści Pawła Majki. Od razu powiem, że przed lekturą "Wojen przestrzeni" dobrze by było jednak poznać pierwszy tom z tej serii, czyli "Pokój światów". Łatwiej wtedy będzie odnaleźć się w świecie, zorientować, o co chodzi i kto jest kim.

Jeśli czytaliście "Pokój światów" wiecie, że zemsta Kutrzeby jeszcze się nie zakończyła. Pozostała jedna osoba, tajemniczy Szósty, któremu doskonale udawało się ukrywać swoją tożsamość i zacierać za sobą wszelkie ślady. Jakże duże było moje zdumienie, gdy otwierając "Wojny przestrzeni" znalazłam się w kosmosie, dwieście lat po wydarzeniach z tomu pierwszego. Dwieście lat!? Jak to? A co z Kutrzebą i z jego Zmorą? Dopadli Szóstego? Kim był? O co w ogóle chodzi? Szczęśliwie, po przeczytaniu kilku kartek odetchnęłam z ulgą, wracając ponownie do lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku i zmagań głównego bohatera. Okazało się bowiem, iż akcja powieści rozgrywa się nie tylko w różnych czasach, ale i miejscach. Spotyka się starych znajomych, ale pojawiają się również nowe postaci. 

Autor pozostaje wierny konwencji stworzonego przez siebie świata, tak więc i tutaj znajdziemy wiele odniesień do legend, baśni, popkultury, czy literatury. Rozbawił mnie motyw pisarzy fantastycznych jako niebezpiecznych buntowników, których powieści muszą być cenzurowane. Tak samo na mojej twarzy pojawiał się sentymentalny uśmiech za każdym razem, gdy na scenie pojawiał się pewien zdecydowanie nieskromny kocur. 

Muszę przyznać, że w przeciwieństwie do pierwszego tomu, tutaj nie odczułam znużenia nadmiarem przeróżnych odniesień. Może dlatego, że przyzwyczaiłam się do nich i stały się one czymś naturalnym, a może po prostu sprawiają wrażenie mniej chaotycznych, bardziej kontrolowanych. Myślę jednak, że jest to raczej kwestia zajmującej akcji. Obserwowanie rozwoju wydarzeń w kosmosie, w Malowanej Moskwie, czy chociażby śledzenie postępów w sprawie odkrycia tożsamości Szóstego. Przechodzenie od przyszłości do przeszłości, od jednego miejsca do drugiego, zastanawianie się, czy te wszystkie lokalizacje mają ze sobą jakiś związek, momenty zaskoczenia, stopniowe odkrywanie kart przez autora. To wszystko sprawiło, że książka mnie wciągnęła i dostarczyła porządnej dawki rozrywki.

A jak finał? No cóż, może niektórzy będą narzekać, np. że jakoś szybko przebiegł. Mnie jednak zakończenie powieści się podobało. Było emocjonalne, dynamiczne, ale miało w sobie też coś bajkowego, co, moim zdaniem, bardzo dobrze pasowało do całej tej wizji świata. Warto zwrócić również uwagę na to, że "Wojny przestrzeni" czyta się bardzo dobrze, nie tylko dlatego, że sporo się tutaj dzieje. Według mnie duża w tym zasługa warsztatu pisarskiego autora, który z lekkością i pomysłowością potrafi splatać ze sobą słowa. Z pewnością sięgnę po kolejną książkę Majki.


Tytuł: Wojny przestrzeni
Autor: Paweł Majka
Seria: Mitoświat, tom II
Wydawca: Genius Creations
Data wydania: 2017
Liczba stron: 664
ISBN: 978-83-7995-089-8

piątek, 4 maja 2018

Pokój światów - Paweł Majka

Zemsta w świecie z baśni

Wydaje się, że my, ludzie, od zawsze lubiliśmy tworzyć opowieści. Czy to dla wyjaśnienia pojęć, niezrozumiałych zjawisk, przekazania wydarzeń (mniej lub bardziej prawdziwych), czy dla rozrywki. Gdyby było inaczej, czy wówczas powstałoby tak wiele legend, mitów, baśni, religii albo książek? Przekazywane z pokolenia na pokolenie wciąż żyją w świadomości społeczeństw. A co by było, gdyby nabrały realnych kształtów? Jak wyglądałby świat, gdyby mity i religie stały się rzeczywistością?

Akcja powieści rozgrywa się w latach siedemdziesiątych XX wieku. Zgodnie ze starym kalendarzem, oczywiście. Jak może się domyślacie, nie jest to świat znany nam z podręczników. Wszystko dlatego, że około sześćdziesiąt lat wcześniej, gdy na Ziemi szalała pierwsza wojna światowa, doszło do inwazji Marsjan. Chcąc przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, przybysze z kosmosu zrzucili na naszą planetę mitobomby, rozpoczynając tym samym nowy rozdział w historii Ziemi - Kres. Efekty działania pocisków zaskoczyły nawet samych najeźdźców, zmuszając ich do zawarcia pokoju i rozpoczęcia wspólnego życia wraz z ludźmi oraz... innymi stworami.

"Pokój światów" to przede wszystkim wizja świata, w którym wiara i uczucia mają moc sprawczą. Ich potęga przywołuje do życia znane z wierzeń postaci. I to całe ich mnóstwo. Stwory, demony, bóstwa, ożywieńcy, postaci historyczne i literackie, wielkoludy, świadome lasy i zwierzęta. Jest tutaj tyle niesamowitych zjawisk, przeróżnych istot i odniesień do kultury popularnej, że momentami czułam autentyczne znużenie tym przesytem. Owszem, gdyby zebrać pojedyncze grupy ludzi, każdą z ich własnymi wierzeniami, wyobrażeniami, przekonaniami, to faktycznie powstałby właśnie taki chaotyczny wór różnorodności i nadmiaru. Jeśliby w ten sposób spojrzeć się na powieść, to można by uznać, że Majka doskonale oddał tę wielorakość w stworzonym przez siebie obrazie świata.

Fabuła toczy się wokół podróży zorganizowanej przez bogatego, krakowskiego Marsjanina. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Gdzieś tam w tle pojawia się też wątek Wielkiej Rewolucji i Rosji. Tak naprawdę jednak, wszystko kręci się wokół zemsty, którą prowadzi główny bohater - Mirosław Kutrzeba. W miarę lektury, co jakiś czas cofamy się w czasie, by dowiedzieć się, kto jest jego celem i dlaczego. Akcja poprowadzona jest sprawnie, nie brakuje przygód, a także ciekawych postaci. Te ostatnie są dużym atutem powieści, potrafią wzbudzić sympatię oraz zachęcić do dalszego śledzenia ich losów.

Podsumowując, książka może momentami nieco męczyć nadmiarem cudowności i magii, ale wynagradzają to wykreowane postaci oraz styl pisarski autora. Doprawienie całości szczyptą humoru, a także dynamika akcji sprawiają, że "Pokój światów" dostarcza rozrywki i pozwala zrelaksować się po ciężkim dniu.


Tytuł: Pokój światów

Autor: Paweł Majka
Seria: Mitoświat, tom I
Wydawca: Genius Creations
Data wydania: 2015 (wyd. II)
Liczba stron: 400
ISBN: 978-83-7995-029-4

niedziela, 4 marca 2018

Mroczna materia – Blake Crouch

Miłość w otoczce kwantowej

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu Szortal.

Trzymam w ręku "Mroczną materię", powieść ładnie wydaną, w twardej oprawie z obwolutą. Streszczenie brzmi naprawdę zachęcająco. Jest nieźle. Tylko czemu, gdzie człowiek nie spojrzy na książkę – z przodu, z tyłu, na skrzydełka obwoluty – biją po oczach te wszystkie euforyczne zachwyty? Zdecydowanie tego za dużo. Od razu zapala mi się wewnętrzne światełko dystansu i niedowierzania, ale czy słusznie? Może rzeczywiście czeka mnie prawdziwa uczta literacka na najwyższym poziomie? 

Jason Dessen jest fizykiem atomowym i wykładowcą w małym college'u. Mieszka w Chicago wraz z żoną oraz nastoletnim synem. Ich wspólne życie toczy się spokojnym, unormowanym i szczęśliwym torem. Pewnego wieczoru bohater dostaje zaproszenie od Ryana Holdera, kumpla z czasów studenckich, a obecnie znanego i nagradzanego naukowca. Myśl o spotkaniu przywołuje wspomnienia o jego własnych niezrealizowanych ambicjach naukowych. Mimo nieco mieszanych uczuć, Jason postanawia zobaczyć się z Ryanem, nie wiedząc, że ta jedna decyzja całkowicie odmieni jego dotychczasowe życie. W drodze powrotnej zostaje porwany przez zamaskowanego osobnika, który zadaje mu, zaskakujące w tych okolicznościach, pytanie: "Jesteś w życiu szczęśliwy?". Kiedy Jason odzyskuje przytomność, jego życie wygląda zupełnie inaczej – jest osiągającym sukcesy naukowcem, nie ma dzieci, ani żony.

Nie wiem, jak Wam, ale mnie opis książki wydał się niezwykle intrygujący. W pierwszym odruchu przyszło mi na myśl, że może jest to powieść o wirtualnym życiu. Wiecie, coś w stylu: porywacz pozbawia przytomności Jasona i podłącza go do sztucznie wygenerowanej rzeczywistości. Albo odwrotnie, podobnie jak w "Matrixie", Jason budzi się w realności. Okazało się jednak, że wyobraźnia autora podążyła innymi torami. Swoją historię oparł na mechanice kwantowej, a przede wszystkim na teorii Everetta. Jakie są tego konsekwencje? Jak pewnie się domyślacie, w powieści pojawiają się krótkie fragmenty przybliżające czytelnikowi zagadnienia tej dziedziny nauki, jak chociażby słynnego kota Schrödingera, kwestię superpozycji, pomiaru, czy rolę obserwatora wykonującego pomiary. Jeśli ktoś obawia się, że elementy te mogą utrudnić lekturę, to niepotrzebnie. Wszystko zostało przedstawione w sposób bardzo jasny i przejrzysty.

W świecie naukowym teoria wielu światów Everetta nieustannie wywołuje burzliwe dyskusje między jej zwolennikami i przeciwnikami. Nie wydaje się być teorią weryfikowalną i falsyfikowalną, co jednak nie zmienia faktu, że daje duże pole do popisu dla wyobraźni oraz skłania do rozważań natury filozoficznej. Dla przykładu, w niniejszej książce, istnienie wielu światów powiązane jest z naszymi wyborami życiowymi. Zastanawialiście się kiedyś, jak potoczyłoby się Wasze życie, jeśli w pewnym istotnym (albo raczej, zwrotnym) momencie postąpilibyście inaczej? Czy ta odmienna ścieżka życia byłaby lepsza, gorsza, a może po prostu inna? Osobiście uważam, że szkoda czasu, a niekiedy i nerwów, na takie rozmyślania. Czemu? Po pierwsze – nie można cofnąć czasu. Po drugie zaś – to, jakie w określonej chwili podejmujemy decyzje, zależy od poziomu naszej dojrzałości, stanu emocjonalnego, ówczesnego spojrzenia na świat, wielkości bagażu doświadczeń. Z perspektywy czasu zawsze wszystko wygląda inaczej, łatwiej ocenić sytuację, a i my często jesteśmy już innymi osobami. Jedyne co można zrobić znając konsekwencje własnych wyborów, to starać się wykorzystać tę wiedzę w przyszłości. Jednak, zakładając istnienie wielu światów okazuje się, że "wszystko, co może się wydarzyć, wydarzy się"*. Zatem, co by było, gdybyście mieli możliwość zobaczenia, jak wyglądałoby Wasze życie po podjęciu innej decyzji? Gdybyście mogli przyjrzeć się każdej możliwej wersji Waszego losu? Chcielibyście? A może obawialibyście się, że będziecie bardziej żałować swoich dawnych wyborów? I jeszcze jedna kwestia – w jakim stopniu te inne wersje nas byłyby nami z naszego świata? "Odrzucając wszystkie ozdobniki osobowości i stylu życia – jakie zasadnicze elementy czynią ze mnie mnie?"*

Patrzę na wcześniejsze akapity... wygląda na to, że "Mroczna materia" jest powieścią naukowo-filozoficzną. Po części to prawda, ale odnoszę wrażenie, że to nie te fragmenty miały być najistotniejsze w omawianej historii. Stanowią bardziej dekorację, taki dodatek nadający barwności i urozmaicenia. Tak naprawdę, po odrzuceniu tej całej naukowej otoczki oraz implikacji filozoficznych, otrzymujemy opowieść o docenianiu tego, co się ma, chwil spędzonych z ukochaną, o uczuciach, a przede wszystkim – o miłości. Powiedziałabym nawet, że o miłości idealnej, jedynej, wytrzymującej wszelkie próby, której nie straszny ni czas, ni przestrzeń. To ona jest główną siłą kierującą naszym życiem, trzymającą nas przy zdrowych zmysłach, dodającą otuchy w trudnych chwilach, ale też dla której potrafimy posunąć się do najgorszych czynów.

Muszę przyznać, że "Mroczną materię" czyta się błyskawicznie. Autor skupia się na bohaterze – jego odczuciach, tęsknotach, myślach, lękach. Z łatwością można postawić się w jego sytuacji. Tym bardziej, że jest tu dużo emocji, napięcia oraz niebezpieczeństwa. Akcja jest dynamiczna, utrzymuje szybkie tempo do ostatniej strony, co jeszcze podkreślają krótkie zdania i ograniczone do minimum opisy. Dałam się wciągnąć. Naprawdę byłam ciekawa rozwoju wypadków. Ba! Zostałam nawet zaskoczona w końcowej części opowieści. Jednak według mnie, te entuzjastyczne opinie na okładce są, mimo wszystko, nieco przesadzone. Nie jest to książka specjalnie wyjątkowa, a już zdecydowanie nie określiłabym jej mianem mistrzowskiej. W każdym razie czyta się ją dobrze, potrafi zaabsorbować i zapewnić interesującą rozrywkę. Ten jeden, czy dwa wieczory z nią spędzone, mogą być dla wielu ekscytującą przygodą w nieznane.


Tytuł: Mroczna materia
Autor: Blake Crouch
Tłumacz: Paweł Wieczorek
Wydawca: Zysk i S-ka
Data wydania: listopad 2016
Liczba stron: 344
ISBN: 978-83-65521-78-1

*oba cytaty pochodzą z omawianej książki

wtorek, 20 lutego 2018

Fobia - Dawid Kain

W matni strachu

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu Szortal.

Lubicie horrory? Krwiożercze rośliny i demony, psychopata zakradający się do snów, zabójcze nagrania, latające wnętrzności, przerażający klaun... Ja dosyć szybko doszłam do wniosku, że nie jest to mój ulubiony gatunek, ani filmowy, ani literacki. Z tego też względu, niespecjalnie ciągnęło mnie do powieści Dawida Kaina, który właśnie z horrorami mi się kojarzył. Człowiek się jednak zmienia i czasem sam siebie zaskakuje. Dla przykładu, sięgając po najnowszą książkę autora, którego twórczości wcześniej nie miało ochoty się czytać. Stąd też wzięła się moja dzisiejsza opowieść o "Fobii".

W swojej najnowszej powieści, Dawid Kain zabiera nas w bliską przyszłość, w której ludzie żyją, będąc nieustannie zanurzeni w nowej sieci - Immersjonecie. Mieszkają w kompleksach mieszkalnych, na które składają się bloki, sklepy, szkoły, restauracje, komisariaty, baseny i wszelkie inne atrakcje. Jeśli nie chcą, mogą przez całe życie nie wytknąć nosa poza jego granice. Ba! Mogą nawet w ogóle nie ruszać się z mieszkania, bo wszelkie potrzebne artykuły i leki dostarczą im drony. W jednym z takich kompleksów mieszka Magdalena Kordowa. Bohaterka porzuciła studia, zrezygnowała ze starego stylu życia i znajomych. Wszystko po to, by zaopiekować się chorym ojcem - pisarzem, który próbując stworzyć powieść idealną, zaczął osuwać się w odmęty szaleństwa. Niestety forma psychiczna Magdy też nie jest najlepsza. Cierpi na ciężką odmianę fobii, która coraz bardziej odsuwa ją od życia. Oboje już od dłuższego czasu nie opuszczają mieszkania, a ich dni nie różnią się jeden od drugiego. Do czasu. Pewnego ranka Magda odkrywa, że jej ojciec zaginął. A właściwie, w tajemniczy sposób rozpłynął się. Jedyne, co po nim zostało, to ostatnia powieść "Kres komunikacji", w której kryją się wskazówki do rozwiązania zagadki jego zniknięcia.

"Fobia" nie jest powieścią, którą można łatwo zaszufladkować, przypisując jej jedną, określoną łatkę gatunkową. Stanowi raczej ich harmonijną mieszankę, łącząc ze sobą elementy fantastyczne, socjologiczne, czy chociażby psychologiczne. Każdy z tych aspektów może mniej lub bardziej zainteresować, w zależności od preferencji czytającego. Moją uwagę zwróciły przede wszystkim wątki psychologiczne. W głównej mierze myśli, kotłujące się w mojej głowie podczas lektury, krążyły wokół fobii i bliskości. Z pewnością zdarzyło Wam się kiedyś poczuć strach, ale czy potraficie sobie wyobrazić, jak wyglądałoby życie, gdyby ten lęk był bardzo spotęgowany, przeraźliwy i ciągły? Czy da się tak w ogóle żyć? Kain przedstawił tę kwestię z niezwykłą plastycznością. Muszę przyznać, że wizja przeogromnego strachu, niszczącego stopniowo każdą sferę życia, odcinającego człowieka od realności, wzbudziła we mnie spory niepokój i grozę. Tylko jak walczyć z takim problemem? I tutaj pojawia się właśnie kwestia bliskości, ponieważ samemu nie da się rady. Dopiero z pomocą tej drugiej, bliskiej nam osoby można mieć jakąś szansę na zmianę i poprawę jakości życia.

Myślę, że w tej książce umiejętność tworzenia bliskich relacji jest ważna też z innych powodów, nie tylko pomaga stawić czoło fobiom. Druga osoba jest taką jakby kotwicą, która zakotwicza nas w rzeczywistości, pozwala czerpać radość z życia, z bycia tu i teraz. Nie wpadamy w sidła technologii i nieustannego podążania za aktualnymi trendami w modzie, tak jak społeczeństwo ukazane w "Fobii". Ludzie w powieści żyją w wirtualnym świecie, chodzą po ulicach nie zauważając, co dzieje się wokół nich. Istotna jest jedynie lekka rozrywka, zabawa, przynależność do jakieś grupy i ślizganie się po powierzchni tematów. Brak głębszej analizy, myślenia o czymś poważniejszym, bardziej skomplikowanym. Czyżby oni wszyscy cierpieli na jakiś rodzaj fobii? A może tak właśnie zaczyna się proces prowadzący do kresu komunikacji?

W czasie czytania wyczuwałam niekiedy (choć może to tylko moje wrażenie) pewne zmęczenie współczesnym światem, powierzchownością kontaktów międzyludzkich, brakiem refleksji, głębszych treści, politycznym jazgotem. Tak, jak gdyby autor chciał zwrócić uwagę, że ta droga daleko nas nie zaprowadzi. To z kolei przywodzi mi na myśl jeszcze jeden, mały wątek, dotyczący pisarstwa. Postać pisarza, próbującego stworzyć utwór ważny, a nie tylko komercyjny. Pisarz, który słowami pragnie wpłynąć w jakiś sposób na odbiorcę, poruszyć go, skłonić do działania. Jeśli spojrzeć w takich kategoriach na "Fobię", to wydaje mi się, iż Kainowi ta sztuka się udała. Nie jest to lekka lektura, chociaż napisana sprawnym, sugestywnym językiem. Powieść jest ciężka od treści i emocji, może miejscami nieco przejaskrawiona, ale z pewnością nie pozostawia czytelnika obojętnym. Dla mnie, dodatkowo miała również pewien wydźwięk osobisty. Podeszłam do niej z pewną rezerwą oraz nieufnością, ale nie żałuję, że po nią sięgnęłam. "Fobia" okazała się interesującym, budzącym emocje utworem.


Tytuł: Fobia
Autor: Dawid Kain
Wydawca: Genius Creations
Data wydania: wrzesień 2016
Liczba stron: 268 (łącznie z reklamami)
ISBN: 978-83-7995-069-0

środa, 7 lutego 2018

Bezsenni - Marcin Jamiołkowski

Ogniste szepty

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu Szortal.

Nie zawsze zauważam moje miasto. Gdzieś się śpiesząca, pochłonięta myślami przemykam przez nie szybko nie zwracając uwagi na otaczającą mnie rzeczywistość. Są jednak też takie dni, kiedy czuję się, jakbym trafiła do innego świata. Widzę uśmiechniętych ludzi, pięknie odnowione kamienice, dostrzegam blask zachodzącego słońca odbijający się w mokrych nawierzchniach, albo promienie słońca przebijające się przez szerokie korony drzew w pełnym zieleni parku, tworzące atmosferę niemalże z bajki. Czy w czasie tych chwil zadziałała na mnie magia miasta, zmuszając mnie, bym spojrzała na nie innym okiem? Kto wie? W każdym razie, nie mam nic przeciwko takiemu pozytywnemu wpływowi. Nie zawsze jednak jest tak pięknie. Wiele może o tym powiedzieć Herbert, warszawski mag, który nie raz już się przekonał, że magia ma również swe ciemne oblicze.

Herbert Kruk nie może narzekać na nudę. Udało mu się wreszcie uzyskać zgodę na audiencję u Złotej Kaczki. Zanim do niej dojdzie, mag spędzi parę dni na zorganizowanym przez nią balu. Pobyt na dworze Złotej Pani zaowocuje nie tylko nowymi znajomościami, pełnymi emocji wydarzeniami, ale i nowym zleceniem. Musi dowiedzieć się, czemu giną pracujący dla królowej Bezsenni. Jednak to nie jest jedyny problem, z jakim będzie musiał zmierzyć się Herbert. W mieście coraz częściej wybuchają nietypowe pożary. Co ciekawe, łączą się one z młodą blogerką, która w snach widzi ludzi umierających w płomieniach.

Trzeba przyznać, że wiele się tu dzieje. Prowadzonych jest równocześnie kilka wątków, nie tylko te dotyczące Bezsennych czy pożarów, ale także temat osobisty, związany z uwięzioną w krysztale matką Herberta. Mimo tej wielowątkowości nie czuć zagubienia, akcja jest wartka i wzbudza zainteresowanie od początku do samego końca. W tej części zwraca uwagę mniejsza ilość herbertowej magii, choć istot magicznych nie brakuje, nie tylko tych z legend polskich, ale i rosyjskich. Bliżej można poznać niezwykły dwór Złotej Pani, czy też przyjrzeć się pojedynkowi umysłów. Wraz z głównym bohaterem czytelnik doświadcza wielu emocji i napięcia.

Mocną stroną powieści są jej bohaterowie. Wyjątek stanowi główny czarny charakter, tajemniczy Szept, który wypada dosyć blado i mało przekonywająco. Za to sam Herbert i jego przyjaciele nieodmiennie wzbudzają sympatię. Oprócz znanego już Zezela i Anny, pojawia się hedonista Tobiasz oraz niepokorna Tycjana, która wzbudziła we mnie najwięcej emocji i której losem naprawdę się przejęłam. Można teraz zastanowić się, czy ten brak przeciwwagi w postaci wyrazistego antagonisty nie sprawia, że jest zbyt słodko i łatwo? Zdecydowanie nie. Te pozytywne postacie wiele razy znajdują się w trudnych sytuacjach i nie walczą tylko z jednym wrogiem. Niejednokrotnie muszą stawić czoło własnym demonom, poskromić ciemną stronę swej natury. Są przykładem na to, że mimo wielu przeszkód (tych zewnętrznych, jak i wewnętrznych), z pomocą przyjaciół można je pokonać i znaleźć chwile radości w tym zwariowanym świecie.

Jeśli przyjrzeć się wszystkim trzem tomom, to zauważyć można pewien rozwój. Tak jest przynajmniej w moim odczuciu. Cykl dostarcza dobrej i lekkiej zabawy - nie brakuje dynamicznej akcji, humoru, nietypowej magii, czy ciekawych scen i pomysłów. Równocześnie, z tomu na tom, wydaje się, jakby autor coraz więcej miejsca poświęcał psychologii bohaterów. Szczególnie dobrze widać to na przykładzie Herberta, który nie jest tylko sympatycznym, bohaterskim magiem, ale pełną emocji postacią z krwi i kości. Sytuacje, których doświadcza, pokazują, że ma również swoje słabości, ciemne strony charakteru i potrafi być bezwzględny. Mnie taka ewolucja się podoba, ponieważ dostaje coś więcej niż tylko dobrą przygodówkę. Czekam zatem na kolejny tom, a Was zachęcam do sięgnięcia po "Bezsennych", jeśli oczywiście jeszcze tego nie zrobiliście. 


Tytuł: Bezsenni
Autor: Marcin Jamiołkowski
Wydawca: Genius Creations
Data wydania: czerwiec 2016
Liczba stron: 306 (razem z reklamami)
ISBN: 978-83-7995-051-5

niedziela, 4 lutego 2018

Redlum - Katarzyna Rupiewicz

Świat potworów

Tekst opublikowany pierwotnie na portalu Szortal.

Jakiś czas temu, Genius Creations obchodziło swoje drugie urodziny funkcjonowania na rynku wydawniczym. Nie czytałam wszystkich wydanych przez nich książek, ale widzę, że się rozwijają. Widoczne jest to chociażby w wyglądzie strony internetowej, lepszej jakości wydawanych książek (nie trzeba już z lupą siedzieć nad powieścią), czy ogromnej popularności organizowanych przez nich konkursów. Osobiście, zdążyłam już polubić maga Herberta Kruka (właśnie skończyłam czytać trzeci tom jego przygód, ale o tym innym razem). Ciekawa jestem też efektów konkursowej antologii "Dobro złem czyń" (mam nadzieję, że wkrótce się ukaże). Między lekturą "Bezsennych" a oczekiwaniem na antologię, sięgnęłam po jeszcze inną książkę tego Wydawcy - "Redlum".

Macie ochotę odwiedzić Redlum? Proszę bardzo, ale pamiętajcie, że robicie to na własną odpowiedzialność. To otoczone wysokimi murami miasto jest domem wszelkiej maści potworów - sukubów, trolli, wampirów, goblinów, nimf i innych. Znajduje się tu też dzielnica ludzi, ale zamieszkują ją jednostki, które odbiegają od powszechnej, człowieczej normalności, jak magowie, jasnowidze, telepaci. Najbardziej znanym miejscem w Redlum jest zlokalizowana na Powerstreet karczma prowadzona przez trolla Tutu. Właśnie do niej trafia główny bohater, Słodki - nastolatek wychowany w szkole magii. Jego życie zmienia się pod wpływem incydentu, w wyniku którego okazuje się, że nie do końca jest on taki ludzki, na jakiego wygląda.

Mamy tutaj pokazanych kilka scen z życia Słodkiego, w których poznajemy lepiej nie tylko głównego bohatera, ale i świat innych potwornych mieszkańców Redlum. W te opowieści, snute osobiście przez Słodkiego, wplecione są krótkie wstawki nawiązujące, w mniejszym lub większym stopniu, do przepowiedni z nim związanej, a stanowiącej główną oś fabularną "Redlum". Teoretycznie, fragmenty te mają pokazać, że mamy do czynienia z pewnym ciągiem przyczynowo-skutkowym, scalającym w całość powieść. W praktyce jednak, wrażenie obcowania ze zbiorem odrębnych opowiadań, połączonych osobą wspólnego bohatera, było zdecydowanie silniejsze.

Pomysł umiejscowienia akcji w mieście potworów jest interesujący, a z pewnością daje duże możliwości snucia ciekawych historii. Słodki, jako pracownik karczmy, a potem jej właściciel, ma okazję do stykania się z nietypowymi postaciami i niecodziennymi sytuacjami. Muszę jednak przyznać, że życie w Redlum okazało się być zaskakująco mało ekscytujące i wyjątkowo podobne ludzkiemu. Jak każdy z nas, tak i istoty magiczne zmagają się z różnymi, czasem sprzecznymi emocjami, czy ze swoją odmiennością. Niekiedy muszą podejmować trudne decyzje oraz próbują na różne sposoby odnaleźć się i przetrwać w świecie, w którym przyszło im żyć. Codzienność Słodkiego też jest całkiem zwyczajna. Ot, jeździ po zamówione trunki, kogoś tam ratuje, rozprawia się z innymi, pomaga niewiastom, z jakąś z nich się prześpi. Nic, co by szczególnie mocno zapadło w pamięci.

Jakieś ostatnie subiektywne uwagi? Ależ proszę: książka mnie nie porwała. Myślę, że złożyło się na to parę elementów. Nie tylko mało wciągające i niezbyt zaskakujące historie, ale także brak postaci, które w jakiś wyjątkowy sposób by poruszyły, czy zaintrygowały. W efekcie, lektura "Redlum" nie wzbudziła we mnie większych emocji. Wydaje mi się, że spory wpływ miał na to również poziom humoru, a przede wszystkim języka, który, w moim odczuciu, bardziej kojarzył się z książkami przeznaczonymi raczej do młodszego, niż dojrzałego czytelnika. Przyznam, że sporo czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do lekkiego, bardzo swobodnego stylu autorki, który notabene, w końcowej części nabrał nieco mroczności oraz powagi. Ogólnie, książka nie jest zła. Ma potencjał i pomysł, a potraktowana z przymrużeniem oka, może dostarczyć niewymagającej rozrywki, idealnej na letnie wylegiwanie się na plaży.


Tytuł: Redlum
Autor: Katarzyna Rupiewicz
Wydawca: Genius Creations
Data wydania: czerwiec 2016
Liczba stron: 332 (łącznie z reklamami)
ISBN: 978-83-7995-054-6