Życie niczym z koszmarnego snu
Widzieliście serial, który powstał na podstawie "Opowieści podręcznej" Margaret Atwood? Ja jeszcze nie, ale rozgłos, który przyniósł, jak i nominacja autorki do literackiej nagrody Nobla sprawiły, iż postanowiłam bliżej przyjrzeć się pisarce. Sięgnęłam po jej najnowszą powieść, stanowiącą udaną interpretację "Burzy" Shakespeare'a, czyli "Burza. Czarci pomiot" oraz po tę najbardziej znaną, czyli właśnie "Opowieść podręcznej". Muszę przyznać, że książka ta wzbudziła we mnie wiele emocji.
Niedaleka przyszłość. W wyniku przejęcia władzy przez ekstremistów Stany Zjednoczone ulegają przekształceniu w Republikę Gileadu. Społeczeństwo zostaje podzielone na kasty, a wszelkie próby oporu są surowo i natychmiastowo karane. Posiłkując się cytatami ze Starego Testamentu nowa władza tworzy własne reguły rządzenia, które najdotkliwiej odbijają się na sytuacji kobiet. Wszystkie one zostają zwolnione z pracy, pozbawione wszelkich swobód, własnych pieniędzy, możliwości kształcenia i czytania. Jedną z nich jest Freda - ubrana w czerwień podręczna.
Świat poznajemy tylko z jednej perspektywy - tytułowej podręcznej. Stopniowo ujawnia nam zasady funkcjonowania społeczeństwa, poznajemy codzienne życie kobiet, czy wydarzenia, które doprowadziły do powstania nowego państwa. Nie jest to wizja rozbudowana i kompletna, ale trudno tego wymagać w przypadku takiej jednostronnej relacji. Mimo że pojawiają się wątpliwości i pytania, to nie przeszkadzają one w odbiorze najważniejszego przekazu. Myślę, że
autorce bardziej zależało właśnie na ukazaniu przeżyć jednostki w
totalitarnej rzeczywistości niż na drobiazgowej kreacji stworzonego
świata. Tu przede wszystkim chodzi o emocje, myśli i psychikę Fredy.
Opowieść głównej bohaterki jest nieco chaotyczna, ale równocześnie bardzo sugestywna. Wydarzenia teraźniejsze mieszają się w niej ze wspomnieniami z przeszłości. Freda wciąż pamięta swoje poprzednie życie. Wie, co straciła. Tej świadomości nie miałyby już kolejne pokolenia, dla nich byłby to jedyny znany świat. To właśnie ten cień minionych dni pozwala lepiej wczuć się w sytuację podręcznej, a jednocześnie mocniej odczuć jej grozę. Bo gdybym to była ja? Tak jak Freda, nagle pozbawiona zostałabym wolności, możliwości czytania, rozwijania się, nawiązywania bliskości, decydowania o własnym życiu, o swoim ciele? Przestałabym być osobą, a stała się przedmiotem, chodzącą macicą? Jak w ogóle odnaleźć się w takiej rzeczywistości niczym z najgorszych koszmarów?
Powieść po raz pierwszy wydana została w roku 1985. Atwood z pewnością czerpała inspirację z obserwacji ówczesnych wydarzeń. Czy jednak od tamtego czasu, aż tak wiele się zmieniło? Nie do końca. Mimo że świat niewątpliwie idzie do przodu, to nie zawsze można to samo powiedzieć o mentalności ludzi. Wciąż są społeczności, w których kobieta traktowana jest jak własność mężczyzny, odmawia się jej wykształcenia, czy też słyszy się o przypadkach przemocy (bicie, gwałty, oblewanie kwasem, podpalanie). Tak samo religia była, jest i pewnie jeszcze będzie nie raz wykorzystywana, jako pretekst do manipulowania oraz rządzenia innymi. Zawsze też znajdą się wśród dręczonych osoby, które staną po stronie reżimu i pomogą w utrzymaniu kontroli oraz praniu mózgów, jak np. powieściowe Ciotki.
"Opowieść podręcznej" to fantastyka niezwykle plastyczna oraz poruszająca. Wyczuwa się w niej ogromną samotność i poczucie nieszczęścia. Ale czy może być inaczej w świecie, w którym zakazane jest nawiązywanie bliskich relacji, przyjaźń, czułość, namiętność, a rządzą rytuały i strach? Oczywiście, że nie. Można mieć tylko nadzieję, że obraz świata przedstawiony w powieści pozostanie jedynie fikcją literacką.
Tytuł: Opowieść podręcznej
Tytuł oryginału: The Handmaid's Tale
Autor: Margaret Atwood
Tłumacz: Zofia Uhrynowska-Hanasz
Wydawca: Wielka Litera
Data wydania: kwiecień 2017
Liczba stron: 368
ISBN: 978-83-8032-171-7
Ścieżki samotnościTekst ukazał się pierwotnie na portalu Szortal.
Patrząc
na okładkę zastanawiałam się, czy historia w niej przedstawiona będzie
równie subtelna, delikatna i romantyczna, jak pani na niej widniejąca.
Gdy skończyłam czytać, miałam ochotę rzucić książkę w kąt i zapomnieć.
Tak bardzo mnie poruszyła. Lecz czyż nie o to właśnie chodzi w
literaturze? Czyż nie ma wzbudzać emocji, ciekawić, intrygować, albo
chociażby zniesmaczyć - krótko mówiąc, zostawić po sobie jakikolwiek
ślad w czytelniku? "Madonnie w futrze" to się udało.
Akcja
książki rozgrywa się w okresie międzywojennym i dzieli się na dwie
części. W pierwszej, stanowiącej niejako wprowadzenie do właściwej
historii, narrator opowiada nam, jak poznał Raifa Efendiego - człowieka
lekceważonego przez otoczenie, na pierwszy rzut oka pustego w środku,
pozbawionego celu i nudnego urzędnika. Druga część ma swój początek w
momencie, gdy narrator bierze do ręki i zaczyna czytać zeszyt, w którym
Raif opisał siebie, swe odczucia i najważniejszy okres swojego życia,
kiedy to w wieku 24 lat ojciec wysłał go do Berlina na naukę fachu.
Właśnie tam, w czasie jednego ze spacerów, trafił do muzeum, w którym
zachwyciła go Madonna w futrze - autoportret niemieckiej malarki
Marii Puder. Wkrótce osobiście poznaje autorkę obrazu. Spotkanie to
staje się początkiem związku wypełnionego przyjaźnią, miłością, strachem
i bólem.
Ali z uwagą przygląda się człowiekowi, jego emocjom
oraz miejscu w społeczeństwie. Jego wnioski nie są optymistyczne. Ludzie
oceniają po pozorach, nie są zdolni do zrozumienia i prawdziwego
poznania drugiej osoby, kochają wyobrażenia, które stworzą sobie o
innych, a do tego są więźniami konwenansów i zależności społecznych.
Nawet miłość nie jest wolna od trosk, niepewności i uwarunkowania
społecznego.
"Madonna w futrze" to przede wszystkim jednak
studium człowieka samotnego. Zarówno Raif, jak i Maria, czują bolesną,
przeszywającą do głębi samotność, ale jej źródło, w przypadku każdego z
nich, jest inne. Raif stroni od ludzi z dwóch powodów: po pierwsze, z
niemożności wyrażenia uczuć rozgrywających się w jego wnętrzu,
graniczącej z niechęcią do odkrycia swoich najwartościowszych cech
charakteru. Po drugie, nie potrafił znaleźć nikogo, z kim poczułby
jedność i prawdziwą więź. Z kolei samotność Marii wynika z trudnego
życia i złych doświadczeń. W środowisku, w którym kobiety są uległymi,
posłusznymi lalkami, a mężczyźni myśliwymi, wiecznie czegoś żądającymi i
niewyobrażającymi sobie, że mogliby tego nie dostać - Maria czuje się
niezrozumiana, rozczarowana i zraniona.
Język opowieści jest
prosty, ale jednocześnie wiele w nim piękna i plastyczności. Co mnie
zaskoczyło, to ilość wykrzykników - nie przypominam sobie, żebym
wcześniej czytała powieść, której dialogi byłyby w nie tak bogato
wyposażone - zdumiewające to i czasami irytujące. Niemniej jednak, autor
z dużą przenikliwością odmalowuje ludzkie uczucia oraz międzywojenny
świat. Historia tchnie realizmem oraz sięga do emocji czytelnika,
odwołując się mocno do jego empatii. Może właśnie dlatego tak łatwo, jak
mówi Raif, "odnajdywać w lekturze coś z siebie i ze swojego otoczenia, z
tego, co kiedykolwiek się widziało i słyszało". A jaki jest finał tej
opowieści? Czy w tym morzu pesymizmu znajdzie się miejsce na happy end? O
tym musicie przekonać się już sami.
Tytuł: Madonna w futrze
Autor: Sabahattin Ali
Tłumaczenie: Piotr Beza
Wydawca: Rebis
Data wydania: wrzesień 2015
Liczba stron: 248
ISBN: 978-83-7818-714-1
Co by było gdyby...Tekst opublikowany pierwotnie na portalu Szortal.
Inspiracją
do napisania tej książki był dokument Agenda 21*, przyjęty na
konferencji Organizacji Narodów Zjednoczonych w roku 1992. Opowieść
stworzyła Harriet Parke, natomiast Glenn Beck napisał jedynie posłowie, w
którym opowiada więcej o samym programie i konsekwencjach jego
wdrożenia w życie. Oboje mają konkretne zdanie na temat Agendy 21, a
stworzona przez Parke wizja przyszłości nie jest odmalowana w
pozytywnych barwach. A czy sama historia jest wciągająca, a może i
wstrząsająca?
Niedaleka przyszłość. ONZ rozpoczął skrupulatną
realizację programu zrównoważonego rozwoju - Agenda 21, całkowicie
zmieniając dotychczasowy świat. Ameryka staje się Republiką, a władzę
zaczyna sprawować Zarząd Spolegliwych. Ludzie zostają przeniesieni do
specjalnie przygotowanych Osiedli, w których ich życie zostaje
sprowadzone do dwóch czynności: produkowania energii oraz zdrowych
dzieci. Na jednym z takich Osiedli, a konkretnie na Osiedlu
Transportowym, mieszka osiemnastoletnia Emmeline. Trafiła tu, wraz z
matką i ojcem, jako mała, niespełna czteroletnia dziewczynka. Miała
szczęście, bo starsze dzieci zostały zabrane rodzicom i przeniesione do
Wioski Dziecięcej. Emmeline dorastała nie znając innego życia poza
rzeczywistością Osiedla. Codziennie maszeruje po desce energetycznej,
akceptuje mężczyzn, których Spolegliwi wyznaczą na sparzenie z nią, a to
wszystko jest dla niej czymś normalnym. Do czasu, gdy ginie ojciec, a
po chorą matkę przychodzą Bacznicy.
Parke stworzyła wizję państwa
totalitarnego, w którym, pod hasłami ochrony środowiska i równości,
władza ściśle kontroluje społeczeństwo. A jest tutaj bardzo, bardzo źle.
Dla przykładu, nie ma książek, nowoczesnej technologii (nie licząc
desek energetycznych), rodzicie nie wychowują swoich dzieci, edukacja
ogranicza się do przyzwyczajania do chodzenia po desce i wychwalania
Republiki. W zamian, nikt nie musi się martwić o jedzenie i picie, ani o
pracę (Spolegliwi dbają, by obywatele nie narzekali na brak nudy i
obowiązków). Scenariusz takiej przyszłości z pewnością jest niepokojący.
W końcu nikt nie chciałby żyć w świecie, w którym ktoś decydowałby o
każdym aspekcie jego życia, od narodzin, przez pracę, miłość, seks, aż
po śmierć. Mimo, że całość przedstawiona jest w tak bardzo negatywnym
świetle, to jednak obraz ten nie ma takiej siły przekazu, jak chociażby
świat orwellowski. Nie czuje się tu grozy, niebezpieczeństwa, a raczej
nieco przesadny dramatyzm i pewną infantylność, jakie wieją z niektórych
powieści młodzieżowych. Rzeczywistość nie jest specjalnie rozbudowana,
dowiadujemy się o niej tyle, na ile pozwala nam Emmeline, bo to właśnie
za jej pośrednictwem poznajemy ten świat. Niestety, trudno kibicować
głównej bohaterce, której brakuje autentyczności i spójności. Zresztą na
brak charakteru cierpi tutaj większość postaci.
Historia jest
nieskomplikowana, szybko przelatuje, nie pozostawiając po sobie
większych wrażeń. Sama lektura nie zabierze dużo czasu, ponieważ dzięki
prostemu językowi i krótkim rozdziałom "Agendę 21" czyta się bardzo
sprawnie. Co ciekawe, po przeczytaniu posłowia powieść nabiera zupełnie
innego charakteru. Przestaje być jedynie wizją literacką, a staje się
swego rodzaju manifestem. Nabiera się przekonania, że jedynym celem jej
napisania było przekazanie ostrzeżenia: "Otwórzcie oczy na prawdę o
Agendzie 21! Zobaczcie, co może się stać, jeśli nic nie zrobicie!
Zareagujecie, bo inaczej wylądujecie z ręką w nocniku!". Przestaje wtedy
dziwić ten nadmiernie podkręcony dramatyzm. Wykreowany świat, postacie,
wydarzenia - wszystko zostało podporządkowane temu jednemu przekazowi, a
tym samym musiało być przedstawione w jak najczarniejszych kolorach,
żeby odniosło pożądany skutek. W sumie można i tak. Skoro pisze się po
to, żeby przelać swoje wizje czy dręczące myśli na papier, tak z
potrzeby duszy (albo dla pieniędzy), to czemu by i nie tworzyć powieści z
powodów politycznych i ideologicznych? Myślę, że pod względem
literackim, historia zyskałaby, gdyby była opowiadaniem, treściwym i
rzeczowym. Ale kto wie, może książka spełni swe zadanie, sprawi że
ludzie zainteresują się programem Agenda 21 i sami zdecydują, czy
rzeczywiście jest się czego bać (choć mam wrażenie, że Beck wolałby,
żeby jednak czytelnik nie myślał sam, tylko po prostu przyjął to, co on
ma do powiedzenia).
Tytuł: Agenda 21
Tytuł oryginału: Agenda 21
Autor: Glenn Beck, Harriet Parke
Tłumaczenie: Jerzy Łoziński
Wydawca: Zysk i S-ka Wydawnictwo
Data wydania: wrzesień 2015
Liczba stron: 338
ISBN: 978-83-7785-728-1
*jeśli kogoś interesuje pełen program Agendy 21 (wersja angielska - plik .pdf) znajdzie go tutaj.