piątek, 29 grudnia 2017

Hipoteza zła - Donato Carrisi

Po mrocznej stronie życia

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu Szortal.

Czy doświadczyliście kiedykolwiek pragnienia, aby zniknąć? Żeby rzucić wszystko i zacząć od nowa? Donato Carrisi uważa, że każdy z nas kiedyś czuł taką potrzebę. Jak można przeczytać w książce, temat zniknięć od dawna zajmował jego myśli, dlatego powstała ta powieść - historia o ludziach, którzy zniknęli dla świata, by znów, po latach, do niego wrócić. Trzeba przyznać, że pomysł jest interesujący. Czemu postanowili uciec? Co skłoniło ich do powrotu? Czy można, tak do końca, uwolnić się od swojej przeszłości?

Mila Vasquez pracuje w Przedpiekle, czyli biurze osób zaginionych znajdującym się w siedzibie wydziału policji federalnej. Nie jest to praca łatwa, ani nie daje wielkiej szansy na awans, kiedy szafa wypełniona jest mnóstwem niewyjaśnionych spraw. Codziennie, ze ścian wpatrują się w człowieka setki oczu należące do ludzi zaginionych - mężczyzn, kobiet, dzieci, bogatych, biednych, starych, młodych. Nie wiadomo, czy zniknęli z własnej woli, a może ktoś im w tym pomógł. Żyją, czy też ich ciała gniją gdzieś już od dłuższego czasu. Policjanci trzymają się od Przedpiekla z daleka, jakby to miejsce mogło ściągnąć na nich klątwę nierozwiązanych spraw. Zabójstwo rodziny biznesmena każe im jednak skierować swe kroki do Mili. Tylko ona może im powiedzieć coś więcej o mordercy, którego wizerunek od lat wisi na ścianie Przedpiekla.

Donato Carrisi sporo miejsca poświęca człowiekowi, jego myślom, emocjom, motywacjom. Szczególnie interesuje go ta ciemna strona osobowości, która drzemie w każdym z nas. Uleganie mrocznej naturze nie oznacza jedynie zabijania, znęcania się, wyśmiewania, czy innych działań skierowanych przeciwko drugiej osobie. Dotyczy to również zachowań autodestrukcyjnych: samookaleczenia, uzależnienia, rezygnacji, izolacji, samoudręczenia psychicznego. Może też przybierać formę obserwacji - zaglądamy na ciemną stronę oglądając horrory, czytając o zbrodniach, śledząc w telewizji tragedie. Mrok jest częścią nas, bez niego nie potrafilibyśmy rozpoznać światła. Świadomość istnienia tych dwóch wartości pozwala nam ustalać granice, dzięki którym potrafimy określić, co jest dobre, a co złe. Problem pojawia się, gdy te granice zaczynają się zacierać. Nagle może się okazać, że dobro zamienia się zło, bo nasze szlachetne uczynki przynoszą więcej szkody niż pożytku. Możliwe są też sytuacje, w których ktoś czyni źle w dobrej intencji. Dobro i zło przestaje być czymś obiektywnym, a staje się żywym tworem reagującym na otoczenie.

W powieści zarówno miasto, jak i czas, są nieokreślone. Taki zabieg sugeruje, że pokazana historia może zdarzyć się wszędzie i w każdej chwili. Autor bardziej skupia się na umysłach bohaterów, ludzkich słabościach i motywacjach ich działań. Większość postaci pojawiających się w książce jest skrzywiona przez wcześniejsze doświadczenia, nie bardzo odnajduje się wśród innych, albo nie potrafi poradzić sobie ze stresem. Miejscami miałam wrażenie, że są one nieco przerysowane, jakby autor chciał w ten sposób podkreślić ciemną stronę ludzkiej natury. To jednak nie zwiększyło mojej wrażliwości; prawdę mówiąc, przez większą część czasu bohaterzy pozostawili mnie obojętną na ich rozterki. Sama akcja prowadzona jest sprawnie. Carrisi stopniowo odkrywa karty, nie komplikując przesadnie fabuły. Rozdziały są krótkie, język może nie jest specjalnie barwny i bogaty, ale wystarczająco przyzwoity do lekkiego czytania. Niekiedy autor powtarza się, parokrotnie przypominając czytelnikom konkretne informacje, nie jest to jednak mocno uciążliwe. W opisach scen, bohaterów, zjawisk potrafi być niezwykle drobiazgowy, miejscami nawet przesadnie. Ogólnie, dzięki umiejętnie budowanemu napięciu, książka potrafi czytelnika wciągnąć na dłuższy czas.

"Hipoteza zła" to drugi tom przygód Mili Vasquez. Nieznajomość pierwszej części cyklu nie wpływa niekorzystnie na zorientowanie się w fabule, za to może pomóc w lepszym zrozumieniu Mili. Niejednokrotnie bohaterka myślami wraca do sprawy opisanej w "Zaklinaczu", zwłaszcza do emocji, które w niej ta sprawa wywołała. Ostania scena jest otwarta i intrygująca, ale również stanowi echo wydarzeń z pierwszego tomu. Niemniej jednak, książka porusza ciekawe kwestie, a historia może wzbudzić zainteresowanie. Może nie ma co liczyć na wielkie napięcie i dreszcze przerażenia, ale na pewno czas spędzony z lekturą będzie można zaliczyć do udanych.


Tytuł: Hipoteza zła
Autor: Donato Carrisi
Tłumacz: Jan Jackowicz
Wydawca: Albatros
Data wydania: 17.02.2016
Liczba stron: 480
ISBN: 978-83-7885-457-9

Hotel Marigold - Deborah Moggach

Czas na zmiany

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu Szortal.

Oglądaliście film, który powstał na podstawie powieści Moggach? Ja tak i podobał mi się. Można było w nim zobaczyć historię grupki starszych ludzi, o odmiennych osobowościach i dźwigających różny bagaż doświadczeń życiowych, którzy znaleźli się daleko od swoich rodzinnych domów. Film niósł ze sobą pozytywne przesłanie, pokazywał, że nigdy nie jest za późno, żeby zmienić coś w swoim życiu: przynieść ulgę sumieniu, ponownie się zakochać, zacząć samemu podejmować decyzje, czy nauczyć się czerpać radość z każdej chwili. Biorąc do ręki książkę znów przed oczami pojawili się aktorzy grający w filmie: Judi Dench (tak, okładka pomogła), Maggie Smith, Bill Nighy czy Dev Patel, który wcielił się w Sonniego, właściciela hotelu, który tak uroczo tryskał zapałem i optymizmem. Natomiast kiedy zaczęłam ją czytać, szybko przekonałam się, że ekranizacja stanowi jedynie luźną interpretację powieści. Są to właściwie dwa różne dzieła, które łączy miejsce akcji, imiona bohaterów oraz, powiedzmy, ogólny przekaz.

Wszystko zaczęło się od Raviego Kappora, który nie znosił swojego teścia. Od kiedy Norman został wyrzucony z kolejnego domu spokojnej starości i zamieszkał razem ze swoją córką, Pauline, nerwy Raviego wciąż były rozpalone do czerwoności. Ze swoich żalów zwierzył się Sonniemu, kuzynowi, który do Anglii przyleciał w interesach. Sonny miał prawdziwą żyłkę do biznesu i potrafił wyczuć doskonałą okazję do zarobku. To właśnie on wpadł na pomysł urządzenia domu spokojnej starości w dalekich Indiach, dzięki czemu Ravi mógł pozbyć się swojego dokuczliwego teścia. Machina organizacyjna ruszyła i po jakimś czasie Hotel Marigold zapełnił się angielskimi emerytami.

Na kartkach powieści spotyka się wiele postaci. Uogólniając, można je podzielić na dwie grupy: osoby w wieku +/- pięćdziesiąt, oraz emeryci po siedemdziesiątce. Niektóre z nich możemy mniej lub bardziej poznać, usłyszeć ich myśli, inne pojawiają się na chwilę i szybko znikają, ale wszystkie wykreowane są realistyczne, na to narzekać nie można. Niestety, nie ma większej szansy, żeby bardziej zżyć się z którąś z nich, czy lepiej zrozumieć jej postępowanie. Autorka przeskakuje od jednej do drugiej, albo wprowadza kogoś nowego. Jest ich zwyczajnie za dużo, tu nawet statysta ma swoje pięć minut. A przecież naprawdę nie ma żadnego znaczenia dla fabuły informacja, że jeden z takich statystów rozmyśla o tym, że znudził go obecny chłopak, albo że inna statystka "pożera" w myślach każdego napotkanego mężczyznę, bo pobyt w Indiach tak rozpalił jej żądze, że chodzi wiecznie napalona. Z tego też względu trudno powiedzieć, że czyta się opowieść tylko o emerytach i rozterkach starości. Jest to raczej historia o ludziach, a dokładniej nieszczęśliwych ludziach, których, niezależnie od wieku, dręczą różne problemy. Czują się źle w małżeństwie, bo nagle druga osoba staje się kimś obcym, wkrada się nuda, rutyna, brak zrozumienia, albo uświadamiają sobie, że życie z tą drugą połówką to była jedna wielka pomyłka. Dzieci nie dogadują się z rodzicami. Rodzicom łatwiej przychodzi rozmowa i okazywanie czułości osobom obcym osobom niż własnym dzieciom; z drugiej zaś strony są matki, których jedynym celem życia są właśnie dzieci. Inni cierpią na samotność, brak czułości, poczucie zagubienia w życiu, nieważności. Jeszcze inni, zmagają się z chorobami i ograniczeniami ciała, czy też próbują na wszelkie sposoby udowodnić, że wciąż są atrakcyjni dla płci przeciwnej i potrafią wykazać się w łóżku.

W tle historii pojawiają się też Indie - biedne, głośne, zatłoczone, brudne, z kalekami leżącymi na każdym rogu ulicy, produkujące same tandety (np. samoprzylepne karteczki, które się nie kleją), przyprawiające każdego turystę o biegunkę, ale równocześnie dbające, w przeciwieństwie do Brytyjczyków, o starych ludzi. Obcokrajowców przyciągają do nich piękne zachody słońca i mistyka. Pełno tam mędrców, którzy chętnie pomagają zwykłym śmiertelnikom wznieść się na wyżyny oświecenia duchowego. Ten wymiar religijny autorka podkreśliła umieszczając na początku każdego rozdziału cytaty hinduskich poetów, nauczycieli duchowych, Buddy czy fragmenty mantr, choć można odnieść wrażenie, że stosunek autorki do hinduizmu bywa momentami nieco prześmiewczy.

Książka jest nierówna, składa się z dobrych oraz kiepskich, naciąganych i zupełnie niepotrzebnych scen. Jak wspomniałam na początku, książka i film stanowią dwa odrębne dzieła, ale nie mogę się powstrzymać przed ich porównaniem. Zaletą filmu jest ograniczenie do konkretnej grupy starszych bohaterów, dzięki czemu lepiej można ich poznać, zaobserwować jak zmieniali się i rozpoczynali nowe życie. W książce tego zabrakło, panuje w niej zbytnie rozproszenie i nadmiernie rozdrabnianie na nic nieznaczące szczegóły. Niemniej jednak, przesłanie wydaje się jasne - na każdym etapie życia podejmujemy decyzje, które wpływają potem na nasz dalszy los, i zawsze jest czas, by zmienić coś na lepsze. Zatem, celebrujmy zmiany.


Tytuł: Hotel Marigold
Autor: Deborah Moggach
Tłumacz: Magdalena Hermanowska
Wydawca: Rebis
Data wydania: 02.02.2016
Liczba stron: 384
ISBN: 978-83-7818-834-6

wtorek, 19 grudnia 2017

Aleja Tajemnic - John Irving

Żyjąc przeszłością

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu Szortal.

Aleja Tajemnic, La Calzada de los Misterios, to szeroka, meksykańska ulica prowadząca do Bazyliki Matki Bożej z Guadalupe. To również tytuł najnowszej powieści Johna Irvinga, w której Meksyk i religijność zajmują ważne miejsce, choć nie tak istotne, jak wspomnienia.

Juan Diego jest pisarzem i kaleką. Już od ponad pół wieku chodzi po świecie. Zawsze powtarza, że czas ten podzielony jest na dwa oddzielne życia. Pierwsze, to okres jego dzieciństwa i wczesnego dorastania, które spędził w Meksyku, jako tak zwane dziecko wysypiska (un niño de la basura). Drugie życie rozpoczął po dotarciu do Stanów Zjednoczonych. Po wielu latach, spędzonych w nowej ojczyźnie, Diego wyrusza w podróż na Filipiny, aby zrealizować obietnicę, którą złożył w dzieciństwie amerykańskiemu dekownikowi. Szybko okazuje się, że będzie to wyjątkowo wyprawa, nie tylko ze względu na osoby, które spotka na swej drodze, ale przede wszystkim dlatego, że będzie to również podróż w czasie, do lat spędzonych w Meksyku.

Jaka była pierwsza myśl, która nasunęła mi się jeszcze w trakcie lektury? Otóż, że jest to powieść o trwaniu w przeszłości. W sercu Juana Diego wyjątkowe miejsce zajmuje jego dzieciństwo. Był to okres, który ukształtował jego światopogląd, a sytuacje, w jakich się znalazł i osoby, które wówczas znał i poznał, wywarły ogromny wpływ na jego późniejsze życie. Bohater wciąż na nowo przeżywa minione chwile, nadal wywołują one emocje spychając chwilę obecną na dalszy plan. Odzwierciedla się to w jego wspomnieniach i snach o dawnym życiu - są o wiele barwniejsze, wyraźniejsze i bardziej namacalne niż jego teraźniejszość. Zupełnie tak, jakby przeszłość domagała się od Juana Diego uporządkowania, zrozumienia i pogodzenia.

Odniosłam wrażenie, że również dla autora ta książka jest swego rodzaju podróżą w przeszłość. Niejednokrotnie są wyraźne nawiązania do jego wcześniejszych powieści, ponownie znaleźć można znane dla niego motywy. Irving bez skrępowania pisze o seksie, homoseksualizmie, transwestytach, prostytutkach, aborcji. Bohaterowie wyrażają rzeczowe, dla niektórych być może kontrowersyjne, opinie na temat religii i kościoła. Najważniejsze znaczenie ma jednak sam człowiek, jego emocje i więzi międzyludzkie. To właśnie bliskość z innymi nadaje sens życiu. Dzięki niej możemy poczuć się kochani, zrozumiani, akceptowani. Brak bliskiej osoby prowadzi do samotności, która tak doskwierała Juanowi Diego w jego dojrzałej egzystencji.

Można powiedzieć, że kiedy wspominamy dawne czasy znajdujemy się jakby w innym wymiarze. Otaczający świat przestaje się liczyć, czas gdzieś znika, a nas zalewają obrazy przeszłości, równie realne jak wtedy, gdy pierwszy raz je doświadczaliśmy. Właśnie taki nastrój oderwania, nierealności i niesamowitości panuje w powieści. Przeszłość nieustannie i płynnie przeplata się z teraźniejszością. Nieraz sam bohater gubi się w odbiorze rzeczywistości i nie wie, czy to dlatego, że zalała go akurat fala wspomnień, czy po prostu zasnął gdzieś w drodze. Obecne są posągi łypiące złym spojrzeniem, czy też rozważania nad przeznaczeniem, nieuchronnością ścieżek losu. Bohaterzy poszukują cudów, które dałyby nadzieję i zmieniły życie. W ten trend wpisuje się również postać rok młodszej siostry Juana Diego, będąca równocześnie najciekawszą i najbardziej intrygującą osobą tej powieści. Lupe jest młodziutką dziewczynką, posługującą się językiem, który rozumie tylko jej brat, czytającą w myślach, bezbłędnie odkrywającą przeszłość innych. Jest również głęboko przekonana, że zna przyszłość, przynajmniej swoją i brata, która to wiedza, z kolei, determinuje jej działania.  

Czytając "Aleję Tajemnic" ma się wrażenie spotkania ze starym, dobrym przyjacielem, po którym wiadomo, czego się spodziewać. Irving może nie zaskakuje, ponieważ wciąż porusza te same tematy, ale równocześnie potrafi o tym samym opowiadać w nowy, atrakcyjny sposób. Zatem spotkanie na pewno można zaliczyć do udanych. Jak zawsze, autor korzysta z ironii i komizmu, choć sama historia nasycona jest melancholią, fatalizmem, refleksją oraz atmosferą przemijania. Natomiast sposób w jaki prowadzi fabułę, plastyczność opisów, interesujące i barwne postacie, język sprawiają, że powieść niezmiennie wciąga w swój świat i skłania do chwili zadumy. Można się zastanawiać, czy trwanie w przeszłości jest dobre, albo mówić, że lepiej patrzeć do przodu niż wiecznie oglądać się za siebie. To jednak nie zmieni faktu, że minione wydarzenia wpłynęły na nas i zdecydowały o tym, jacy jesteśmy teraz.


Tytuł: Aleja Tajemnic
Autor: John Irving
Tłumacz: Magdalena Moltzan - Małkowska
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: styczeń 2016
Liczba stron: 512
ISBN: 978-83-8069-228-2

Jednakowo odmienni. Dlaczego możemy zmieniać swoje geny - Tim Spector

Epigenetyczna regulacja

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu Szortal.

Kiedy rozejrzysz się dookoła na ulicy, w pracy, w szkole, widzisz ludzi o odmiennym wyglądzie, zachowaniu, osobowości. Jeśli, tak jak ja, masz rodzeństwo, to wiesz, że Twój brat czy siostra jest inną osobą niż Ty, nawet jeśli macie wiele podobnych cech czy zainteresowań. Oczywiste zatem, że ludzie między sobą różnią się. A jak wygląda sytuacja w przypadku bliźniąt jednojajowych? Na pierwszy rzut oka wydają się być tacy sami - mają ten sam wygląd, mimikę, sposób wyrażania się, podobne upodobania. Jednak kiedy przyjrzeć się im bliżej, zauważy się rozbieżności w osobowości, temperamencie czy chorobach, na które zapadają. Jak to się dzieje, że takie dwa klony*, posiadające identyczne geny, dorastające w tym samym środowisku (poczynając od tego płodowego), potrafią tak bardzo różnić się od siebie? W "Jednakowo odmiennych" Spector bliżej przyjrzał się temu tematowi, sporządzając listę podobieństw i różnic między badanymi bliźniętami.

Bardzo długo utrzymywał się pogląd, zgodnie z którym to geny samodzielnie decydują o naszych cechach. Uważano, że geny nie podlegają zmianom, cechy nabyte pod wpływem czynników środowiskowych nie mogą być dziedziczone, a około 98% naszego genomu stanowi śmieciowe, niepełniące żadnej funkcji DNA. Wraz z rozwojem technik badawczych i prowadzeniu kolejnych doświadczeń, spojrzenie na materiał genetyczny uległo całkowitej zmianie. Dziś już wiadomo, że wiele cech i chorób (pomijając rzadkie choroby jednogenowe, jak np. choroba Huntingtona), zależy od setek, a nawet tysięcy genów. W swojej książce Spector pokazuje, że na to, jak funkcjonujemy, wpływają łącznie trzy elementy: geny, środowisko oraz zjawiska epigenetyczne (procesy, które włączają i wyłączają geny).

Swoje rozważania rozpoczyna od krótkiej historii epigenetyki, przedstawiając alternatywne, wobec darwinizmu, koncepcje dziedziczenia. Następnie poddaje analizie różnorodne cechy, jak np. otyłość, długowieczność, homoseksualizm, poczucie szczęścia, temperament seksualny, talent, religijność, skłonność do przestępstwa czy zachorowalność na nowotwory. Do tematu podchodzi z różnych stron, biorąc pod uwagę aspekty biologiczne, kulturowe, wychowanie. W książce przeczytać można o wielu interesujących przykładach, które pokazują, jak rozmaite elementy, wzajemnie współpracujące, oddziałują na nasz organizm. Dowiemy się chociażby o tym, że dieta rodziców w istotny sposób wpływa na nasze życie, przytulanie dziecka aktywuje u niego geny związane z empatią, przewlekły stres przyczynia się do skrócenia długości telomerów, a także prawdopodobnie wyłącza geny, które są ważne w prawidłowym rozwoju i pracy serca, albo że długotrwały trening w takich dziedzinach jak muzyka czy językoznawstwo prowadzi do zwiększenia ilości substancji szarej w niektórych obszarach mózgu. Ciekawym rozdziałem jest ten poświęcony genom bakterii (przy jego okazji przypomniał mi się zajmujący esej Istvana Vizvary pt. Co trawi krowa?). Ze swoimi genami i białkami, bakterie mogą na nas wpływać zmieniając, na przykład, przepuszczalność ścian jelit, oddziaływać na układ odpornościowy czy proces starzenia się.

Jak zatem widzicie, "Jednakowo odmienni" dostarczą Wam wielu pouczających informacji. Równie istotne jest to, że Spector przedstawia wiele teorii, hipotez, domysłów, potwierdzonych wyników badań własnej ekipy naukowców, a także dużą liczbę odkryć innych grup (źródła podaje na bieżąco, na dole danej strony). Posiłkuje się sporą ilością przykładów z życia bliźniąt, uzupełniając całość o własne uwagi i komentarze, nieraz ironiczne. To wszystko przydaje książce wiarygodności, warto więc po nią sięgnąć. Według mnie jest to interesująca lektura, zwłaszcza dla tych, których ciekawi funkcjonowanie organizmów żywych. Mnie, w każdym razie, podobała się.

Jakie wnioski płyną z "Jednakowo odmiennych"? Jesteśmy niezwykle skomplikowanymi maszynami. Nasze geny cechuje elastyczność, co z kolei oznacza pewną nieprzewidywalność w późniejszej reakcji na różne czynniki na nas działające, ale i większą zmienność, dzięki której mamy szansę na dostosowanie się oraz przetrwanie. Epigenetyka pokazuje, że styl życia, środowisko, w którym żyjemy, wychowanie mogą wpływać na stan naszego organizmu. Nie można już zatem zwalać winy na "złe" geny. Mimo rozwoju techniki, ogromnej ilości doświadczeń, wciąż jeszcze wiele pozostaje do wyjaśnienia.


Tytuł: Jednakowo odmienni. Dlaczego możemy zmieniać swoje geny
Autor: Tim Spector
Tłumacz: Olga Orzyłowska-Śliwińska
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: listopad 2015
Liczba stron: 335
ISBN: 978-83-8069-179-7

*choć, prawdę mówiąc, powinnam użyć liczby pojedynczej, ponieważ grupa organizmów o takim samym genotypie to, według nomenklatury naukowej, "klon", a nie "klony"