wtorek, 31 grudnia 2019
wtorek, 26 listopada 2019
Osada - Camilla Sten
Tekst powstał w ramach współpracy z portalem Szortal.
Za oknem późna jesień. Drzewa potraciły liście, trzeba na siebie wkładać cieplejsze ubrania, do tego jest mniej słońca i coraz szybciej robi się ciemno. Tak sobie myślę, że w takim okresie logiczniejsze byłoby sięganie częściej po książki zabawne, lekkie czy takie, których akcja dzieje się w jakimś ciepłym miejscu. Wiecie, tak dla poprawy nastroju oraz dodania sobie energii w tych chłodnych, ciemnych dniach. Nawet czytam taką w tramwaju i serdecznie wam ją polecam. „Żyj i pozwól żyć” Hendrika Groena to naprawdę przyjemna lektura; z pewnością nie raz i nie dwa wywoła na waszych ustach uśmiech. No tak, tylko człowiek nie zawsze (a może powinnam raczej powiedzieć „rzadko”) jest logiczny. Czasem ma się jednak ochotę poddać ponuremu nastrojowi, usiąść w fotelu, otulić się ciepłym kocem i wybrać się wyobraźnią w bardziej mroczne rejony. „Osada” ze swoim interesującym opisem oraz krwisto-czarną okładką daje nadzieję na podróż w takie właśnie obszary.
Powieść zabiera nas do Silvertjärn. To niczym niewyróżniająca się, niewielka, wyizolowana osada górnicza, która pozostałaby nieznana reszcie świata, gdyby nie jedno wydarzenie. Pewnego dnia zniknęli bez śladu wszyscy jej mieszkańcy. Co się stało? Gdzie się podziali? Nie wiadomo. Zagadka zniknięcia pozostała nierozwiązana. Po sześćdziesięciu latach od tego wydarzenia całej historii postanawia przyjrzeć się Alice. Wraz z niewielką ekipą przybywa do miasteczka z planem nakręcenia dokumentu o jego tajemnicach. Na miejscu szybko okazuje się, że nie będzie to lekki i przyjemny wypad. Nie można czuć się bezpiecznie, gdy przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, a jej złowroga aura wciąż czai się w Silvertjärn.
„Osadę” można zakwalifikować jako thriller. Znajdzie się tu bowiem dreszczyk emocji oraz tajemniczość. Zdecydowaną zaletą książki jest fabuła. Autorka powoli odkrywa kolejne elementy zagadki i stopniuje napięcie. Dodatkowo akcja prowadzona jest równocześnie w dwóch przedziałach czasu – w teraźniejszości oraz w przeszłości, co sprawiło, że opowieść bardziej mnie wciągnęła. Człowiek naprawdę jest ciekawy, co się stało z tymi ludźmi. Na koniec sama lokalizacja. Tylko sobie wyobraźcie: opuszczone, mroczne, odizolowane od cywilizacji miasteczko z enigmatyczną przeszłością. Od takiego miejsca musi wiać chłodem i nieokreśloną grozą. Tak, klimat ta powieść z pewnością ma.
Książka Sten nie jest jednak pozbawiona wad. Za słaby punkt można uznać przede wszystkim postacie. Albo nie wzbudzają żadnych emocji, albo są wyjątkowo drażniące, jak na przykład główna bohaterka (powiem tylko, że moje domysły co do jej wieku okazały się błędne). Nie ma zatem nikogo, komu chciałby się jakoś szczególnie kibicować. Język powieści również nie jest specjalnie zachwycający, nie działa za bardzo na wyobraźnię. Autorka nie ma lekkiego pióra, jej styl wydaje się raczej surowy, toporny i mało wyszukany, co widać nie tylko w opisach, ale i w dialogach.
Dobrze, to teraz czas na krótkie podsumowanie. Na plus mamy interesujący pomysł, klaustrofobiczny nastrój oraz sprawnie poprowadzoną fabułę. Na minus – postaci oraz niedoszlifowany warsztat pisarski. Można zatem powiedzieć, że ogólnie nie jest źle. Tym bardziej, że finalnie powieść potrafi zaskoczyć, a swoim klimatem dobrze wpasowuje się w takie bardziej ponure, zimniejsze wieczory w ciepłym fotelu (albo łóżku, na krześle czy wszędzie tam, gdzie czyta wam się najlepiej). Jeśli więc lubicie tajemnice i wciągającą akcję, a przy tym niespecjalnie zwracacie uwagę na styl, to „Osada” będzie dobrym wyborem.
Tytuł: Osada
Powieść zabiera nas do Silvertjärn. To niczym niewyróżniająca się, niewielka, wyizolowana osada górnicza, która pozostałaby nieznana reszcie świata, gdyby nie jedno wydarzenie. Pewnego dnia zniknęli bez śladu wszyscy jej mieszkańcy. Co się stało? Gdzie się podziali? Nie wiadomo. Zagadka zniknięcia pozostała nierozwiązana. Po sześćdziesięciu latach od tego wydarzenia całej historii postanawia przyjrzeć się Alice. Wraz z niewielką ekipą przybywa do miasteczka z planem nakręcenia dokumentu o jego tajemnicach. Na miejscu szybko okazuje się, że nie będzie to lekki i przyjemny wypad. Nie można czuć się bezpiecznie, gdy przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, a jej złowroga aura wciąż czai się w Silvertjärn.
„Osadę” można zakwalifikować jako thriller. Znajdzie się tu bowiem dreszczyk emocji oraz tajemniczość. Zdecydowaną zaletą książki jest fabuła. Autorka powoli odkrywa kolejne elementy zagadki i stopniuje napięcie. Dodatkowo akcja prowadzona jest równocześnie w dwóch przedziałach czasu – w teraźniejszości oraz w przeszłości, co sprawiło, że opowieść bardziej mnie wciągnęła. Człowiek naprawdę jest ciekawy, co się stało z tymi ludźmi. Na koniec sama lokalizacja. Tylko sobie wyobraźcie: opuszczone, mroczne, odizolowane od cywilizacji miasteczko z enigmatyczną przeszłością. Od takiego miejsca musi wiać chłodem i nieokreśloną grozą. Tak, klimat ta powieść z pewnością ma.
Książka Sten nie jest jednak pozbawiona wad. Za słaby punkt można uznać przede wszystkim postacie. Albo nie wzbudzają żadnych emocji, albo są wyjątkowo drażniące, jak na przykład główna bohaterka (powiem tylko, że moje domysły co do jej wieku okazały się błędne). Nie ma zatem nikogo, komu chciałby się jakoś szczególnie kibicować. Język powieści również nie jest specjalnie zachwycający, nie działa za bardzo na wyobraźnię. Autorka nie ma lekkiego pióra, jej styl wydaje się raczej surowy, toporny i mało wyszukany, co widać nie tylko w opisach, ale i w dialogach.
Dobrze, to teraz czas na krótkie podsumowanie. Na plus mamy interesujący pomysł, klaustrofobiczny nastrój oraz sprawnie poprowadzoną fabułę. Na minus – postaci oraz niedoszlifowany warsztat pisarski. Można zatem powiedzieć, że ogólnie nie jest źle. Tym bardziej, że finalnie powieść potrafi zaskoczyć, a swoim klimatem dobrze wpasowuje się w takie bardziej ponure, zimniejsze wieczory w ciepłym fotelu (albo łóżku, na krześle czy wszędzie tam, gdzie czyta wam się najlepiej). Jeśli więc lubicie tajemnice i wciągającą akcję, a przy tym niespecjalnie zwracacie uwagę na styl, to „Osada” będzie dobrym wyborem.
Tytuł: Osada
Autor: Camilla Sten
Tłumaczenie: Maciej Muszalski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: październik 2019
Liczba stron: 400
ISBN: 978-83-8116-747-5
niedziela, 6 października 2019
Tarnowskie Góry fantastycznie - Antologia
Miasto z nietypowej perspektywy
Na początku września tego roku odbyła się kolejna odsłona imprezy kulturalno-historycznej "Gwarki Tarnogórskie". Na niej właśnie swoją premierę miała antologia "Tarnowskie Góry fantastycznie". Jak się domyślacie jej motywem przewodnim są Tarnowskie Góry, ale takie niecodzienne, ukazane z zupełnie innej strony. Tej bardziej niezwykłej, tajemniczej, magicznej.
Nie ma antologii idealnych (a przynajmniej ja na taką jeszcze nie trafiłam), w których wszystkie teksty byłyby na tym samym, wysokim poziomie. Zawsze trafiają się opowieści gorsze i lepsze. Mimo tego lubię sięgać po tego typu zbiory. Dają one niepowtarzalną okazję do spotkania z twórczością różnorodnych osobowości, stylów i wyobraźni. Pokazują w jak odmienny, nieraz zaskakujący sposób autorzy interpretują dany temat. Można zobaczyć, jak w krótszej formie czuje się nasz ulubiony pisarz, albo odkryć jakieś nowe dla nas nazwisko, którego opowiadanie zachęci nas do zapoznania się z jego innymi utworami. Także i tutaj znalazłam coś dla siebie. Historie, które mnie zadziwiły, poruszyły czy po prostu, przy których miło spędziłam czas.
W "Tarnowskich Górach fantastycznie" mamy jedenaście opowiadań, krótszych i dłuższych. Bardzo interesującym urozmaiceniem jest umieszczenie czarno-białych zdjęć Tarnowskich Gór autorstwa Krzysztofa Millera. Dodają one niezwykłego klimatu, niekiedy są idealnym uzupełnieniem opowieści (jak np. w przypadku "Znikacza" Pawła Majki), a także pozwalają poznać nieco miasto. Zaletą wydania jest również czcionka, której wielkość pozwala na przyjemne czytanie, bez męczenia oczu.
Wśród jedenastu autorów znalazła się tylko jedna kobieta - Aleksandra Janusz. "W poszukiwaniu zaginionego czasu" jest jednym z tekstów, który zostaje dłużej w pamięci. Napisany lekko, dynamicznie, pokazuje, że z czasem nie ma żartów. Przyjemnie czyta się również opowieść rozpoczynającą antologię, czyli wspomnianego wcześniej "Znikacza" Pawła Majki. Autor opowiada o Łukaszu, który potrafi wpływać na otaczające go budynki i ludzi. W znacznie cięższych klimatach jest opowiadanie Wojciecha Guni "Płyną", w którym rozpada się świat młodego chłopca. Jeśli zaś miałabym wskazać trzy najlepsze według mnie teksty, takie, które najbardziej do mnie przemówiły i zachwyciły, to byłyby to opowiadania (kolejność przypadkowa) Łukasza Orbitowskiego "Srebro głupców", Istvana Vizvary "Sklepik ze zwierzętami" oraz Radka Raka "Pełnia Światła".
Łukasz Orbitowski snuje opowieść o tej codziennej, szarej rzeczywistości, która okazuje się jednak nie tak całkiem pozbawiona niezwykłości. "Srebro głupców" to bardzo sprawnie napisana historia pewnej rodziny, na której losy duży wpływ miały anioły i srebrne monety. Tekst wciąga oraz pokazuje, że autor jest uważnym obserwatorem ludzkiej natury. Mamy tu zawiść, zazdrość, głupotę, cwaniactwo, biedę, a jednocześnie wyczuwa się też ciepło i siłę, której źródłem są najbliżsi. Dzięki nim, nawet jeśli są braki, to i tak żyje się dobrze.
"Pełnia Światła" opowiada o Grzegorzu, który pewnego ranka budzi się i odkrywa, iż przemienił się w kota. Radek Rak potrafi wspaniale operować słowami, tworząc z nich niezwykle plastyczne, malownicze obrazy. Jego opowieść była dla mnie niczym pięknie napisana baśń wypełniona melancholią, samotnością, a jednocześnie zmysłowością oraz szczyptą humoru.
"Sklepik ze zwierzętami" to zajmująca opowieść o krwiożerczym chomiku. Jest to zdecydowanie najbardziej zwariowane opowiadanie w tym zbiorze. Istvan Vizvary udowadnia nie tylko, że ma niesamowitą wyobraźnię, ale też, że świetnie radzi sobie z językiem polskim, dzięki czemu ten tekst czyta się z prawdziwą przyjemnością. Co ciekawe, wraz z przewracaniem stron dochodzi się do wniosku, że to nie jest tylko jakaś fantastyczna historia dziwacznego zwierzaka, ale również opowiadanie z wątkiem romantycznym, w którym jest miejsce na zastanowienie się nad definicją miłości.
Nigdy nie byłam w Tarnowskich Górach i nie wiem, czy kiedyś tam trafię. Wiem za to jedno. Teraz, po przeczytaniu tej antologii i obejrzeniu zawartych w niej zdjęć, to miasto już zawsze będzie mi się kojarzyło z atmosferą pewnej tajemniczości i nierealności. Zachęcam i Was do sięgnięcia po "Tarnowskie Góry fantastycznie". Pozwólcie autorom odciągnąć Was choć na chwilę od tej szarej codzienności. Dajcie się ponieść ich fantazji i wkroczcie do świata, w którym wszystko jest możliwe.
Tytuł: Tarnowskie Góry fantastycznie
Na początku września tego roku odbyła się kolejna odsłona imprezy kulturalno-historycznej "Gwarki Tarnogórskie". Na niej właśnie swoją premierę miała antologia "Tarnowskie Góry fantastycznie". Jak się domyślacie jej motywem przewodnim są Tarnowskie Góry, ale takie niecodzienne, ukazane z zupełnie innej strony. Tej bardziej niezwykłej, tajemniczej, magicznej.
Nie ma antologii idealnych (a przynajmniej ja na taką jeszcze nie trafiłam), w których wszystkie teksty byłyby na tym samym, wysokim poziomie. Zawsze trafiają się opowieści gorsze i lepsze. Mimo tego lubię sięgać po tego typu zbiory. Dają one niepowtarzalną okazję do spotkania z twórczością różnorodnych osobowości, stylów i wyobraźni. Pokazują w jak odmienny, nieraz zaskakujący sposób autorzy interpretują dany temat. Można zobaczyć, jak w krótszej formie czuje się nasz ulubiony pisarz, albo odkryć jakieś nowe dla nas nazwisko, którego opowiadanie zachęci nas do zapoznania się z jego innymi utworami. Także i tutaj znalazłam coś dla siebie. Historie, które mnie zadziwiły, poruszyły czy po prostu, przy których miło spędziłam czas.
W "Tarnowskich Górach fantastycznie" mamy jedenaście opowiadań, krótszych i dłuższych. Bardzo interesującym urozmaiceniem jest umieszczenie czarno-białych zdjęć Tarnowskich Gór autorstwa Krzysztofa Millera. Dodają one niezwykłego klimatu, niekiedy są idealnym uzupełnieniem opowieści (jak np. w przypadku "Znikacza" Pawła Majki), a także pozwalają poznać nieco miasto. Zaletą wydania jest również czcionka, której wielkość pozwala na przyjemne czytanie, bez męczenia oczu.
Wśród jedenastu autorów znalazła się tylko jedna kobieta - Aleksandra Janusz. "W poszukiwaniu zaginionego czasu" jest jednym z tekstów, który zostaje dłużej w pamięci. Napisany lekko, dynamicznie, pokazuje, że z czasem nie ma żartów. Przyjemnie czyta się również opowieść rozpoczynającą antologię, czyli wspomnianego wcześniej "Znikacza" Pawła Majki. Autor opowiada o Łukaszu, który potrafi wpływać na otaczające go budynki i ludzi. W znacznie cięższych klimatach jest opowiadanie Wojciecha Guni "Płyną", w którym rozpada się świat młodego chłopca. Jeśli zaś miałabym wskazać trzy najlepsze według mnie teksty, takie, które najbardziej do mnie przemówiły i zachwyciły, to byłyby to opowiadania (kolejność przypadkowa) Łukasza Orbitowskiego "Srebro głupców", Istvana Vizvary "Sklepik ze zwierzętami" oraz Radka Raka "Pełnia Światła".
Łukasz Orbitowski snuje opowieść o tej codziennej, szarej rzeczywistości, która okazuje się jednak nie tak całkiem pozbawiona niezwykłości. "Srebro głupców" to bardzo sprawnie napisana historia pewnej rodziny, na której losy duży wpływ miały anioły i srebrne monety. Tekst wciąga oraz pokazuje, że autor jest uważnym obserwatorem ludzkiej natury. Mamy tu zawiść, zazdrość, głupotę, cwaniactwo, biedę, a jednocześnie wyczuwa się też ciepło i siłę, której źródłem są najbliżsi. Dzięki nim, nawet jeśli są braki, to i tak żyje się dobrze.
"Pełnia Światła" opowiada o Grzegorzu, który pewnego ranka budzi się i odkrywa, iż przemienił się w kota. Radek Rak potrafi wspaniale operować słowami, tworząc z nich niezwykle plastyczne, malownicze obrazy. Jego opowieść była dla mnie niczym pięknie napisana baśń wypełniona melancholią, samotnością, a jednocześnie zmysłowością oraz szczyptą humoru.
"Sklepik ze zwierzętami" to zajmująca opowieść o krwiożerczym chomiku. Jest to zdecydowanie najbardziej zwariowane opowiadanie w tym zbiorze. Istvan Vizvary udowadnia nie tylko, że ma niesamowitą wyobraźnię, ale też, że świetnie radzi sobie z językiem polskim, dzięki czemu ten tekst czyta się z prawdziwą przyjemnością. Co ciekawe, wraz z przewracaniem stron dochodzi się do wniosku, że to nie jest tylko jakaś fantastyczna historia dziwacznego zwierzaka, ale również opowiadanie z wątkiem romantycznym, w którym jest miejsce na zastanowienie się nad definicją miłości.
Nigdy nie byłam w Tarnowskich Górach i nie wiem, czy kiedyś tam trafię. Wiem za to jedno. Teraz, po przeczytaniu tej antologii i obejrzeniu zawartych w niej zdjęć, to miasto już zawsze będzie mi się kojarzyło z atmosferą pewnej tajemniczości i nierealności. Zachęcam i Was do sięgnięcia po "Tarnowskie Góry fantastycznie". Pozwólcie autorom odciągnąć Was choć na chwilę od tej szarej codzienności. Dajcie się ponieść ich fantazji i wkroczcie do świata, w którym wszystko jest możliwe.
Tytuł: Tarnowskie Góry fantastycznie
Autorzy: Paweł Majka, Jan Maszczyszyn, Wojciech Gunia, Robert J. Szmidt, Aleksandra Janusz, Rafał W. Orkan, Andrzej Kozakowski, Radek Rak, Tomasz Bochiński, Istvan Vizvary, Łukasz Orbitowski
Wydawnictwo: Almaz
Data wydania: wrzesień 2019
Liczba stron: 326
ISBN: 978-83-937336-0-6
Subskrybuj:
Posty (Atom)


